W artykule czytamy, że na początku roku spośród ponad 300 osób pracujących w rosyjskiej ambasadzie w Niemczech, ponad jedna trzecia miała status dyplomatyczny. W rzeczywistości osoby te były pracownikami różnych rosyjskich służb - FSB (Federalna Służba Bezpieczeństwa), GRU (rosyjski wywiad wojskowy) i innych.
W kwietniu rząd niemiecki wydalił część dyplomatów, jednak pozostali w dalszym ciągu przebywają w Niemczech.
Autorka podkreśliła, że w Niemczech dużo mówi się o cyberatakach, zaś zbyt mało uwagi poświęca się innym metodom pozyskiwania informacji - "sprawiającym niegroźne wrażenie utrzymywaniu kontaktów towarzyskich".
W ocenie autorki rosyjscy agencji są w tym zakresie szczególnie kreatywni. W artykule opisana została fikcyjna sytuacja, w której niemiecki parlamentarzysta zostaje zaczepiony przez agenta pod pretekstem rozmowy na temat wspólnego hobby - jazdy na rowerze. Następnie obydwaj umawiają się na wspólną wycieczkę, na której ze strony agenta padają po pewnym czasie pytanie o kwestie gospodarcze. Pracujący w komisji gospodarczej Bundestagu polityk opowiada, co wie. Nie ma przy tym świadomości, że pozyskane od niego informacje od razu trafiają do Moskwy.
Rosyjscy agenci udają biznesmenów, naukowców, najczęściej zaś - attache do sprawy kultury. "Pierwsze spotkanie jest dokładnie zaplanowane. Przedtem badane jest środowisko osoby wybranej na kontakt i tworzony jej profil. Szuka się słabych punktów" - czytamy.
Autorka podkreśla także, że na etapie przygotowawczym często pracują wystawiacze - osoby odpowiedzialne za wynajdowanie odpowiednich kontaktów. To ich rolą jest nawiązywanie pierwszego kontaktu oraz umówienie spotkania. Następnie zaś do gry wkraczają prawdziwi agenci.
Zdaniem autorki opisane powyżej metody są nadal skuteczne, pomimo ostrzeżeń kierowanych do polityków przez niemiecki kontrwywiad. "Wielu ludzi jest łatwowiernych i ociężałych" - czytamy. Ponadto w artykule zwrócono uwagę na cechę charakterystyczną dla wielu polityków, którą jest pycha. "Ludzie całkowicie skromni nie decydują się przecież na wejście do polityki z jej całą brutalnością" - czytamy.
Autorka zwraca uwagę na fakt, że agenci zazwyczaj umiejętnie schlebiają swoim rozmówcom, co tylko zachęca ich do intensyfikacji przekazywanych informacji. Często też zbierane są "haki" na rozmówców.
Niebezpieczeństwo w tym zakresie jest szczególnie duże na początku kadencji nowego parlamentu. Kontrwywiad ostrzega polityków przed możliwymi próbami szpiegowania i uzyskiwania informacji.
"Takie ostrzeżenia nie odnoszą skutku w przypadku osób, które dobrowolnie podejmują współpracę ze służbami rosyjskimi i dobrze na tym zarabiają. Tutaj musi działać prawo karne" - czytamy jednak w artykule.
W zeszłym roku skazany został mężczyzna, który pracował dla firmy kontrolującej elektroniczne urządzenia w Bundestagu. Przekazał on pracownikowi rosyjskiej ambasady, w rzeczywistości agentowi GRU, obrys fundamentów budynków parlamentu, które mogły posłużyć do ustalenia położenia i numerów pomieszczeń biurowych. W kwietniu zapadł wyrok przeciwko naukowemu współpracownikowi Uniwersytetu w Augsburgu, który współpracował z rosyjską służbą.
