"Przeniesienie własności brązów z Beninu z niemieckich muzeów do Nigerii i efektownie zainscenizowane w mediach przekazanie pierwszych artefaktów do Abudży uważane są za wzór moralnego obchodzenia się z obiektami z epoki kolonialnej. Do zwrotu tych artefaktów nie można było zastosować umów międzynarodowych, ponieważ powstały one dopiero po brytyjskiej ekspedycji karnej na siedzibę króla w Beninie w 1897 roku. To właśnie połączenie kompleksu winy i presji moralnej sprawiło, że Niemcy przekazali brązy Nigerii. Ale moralność, jak pokazują brązy z Beninu i ich przekazanie, jest rzeczą ambiwalentną" - czytamy w tekście Brigitty Hauser-Schaeublin, która zajmuje się etnologią.
"Apel niemieckich polityków do innych krajów o przestrzeganie praw człowieka i praworządności pojawia się tylko w pewnych kontekstach. O prawa człowieka w europejskim stylu apeluje się wyłącznie wtedy, gdy nie można oczekiwać bezpośrednich negatywnych konsekwencji ekonomicznych od tych, których się piętnuje" - uważa autorka.
"Gdzie indziej milczy się i odwraca wzrok od poważnych naruszeń praw człowieka i niewystarczającej praworządności" - kontynuuje.
Autorka uważa, że decyzja o przekazaniu Nigerii przechowywanych w Niemczech brązów nastąpiło pomimo zarzutów o łamanie w tym kraju praw człowieka.
"I tak żaden z niemieckich ministrów, którzy zabiegali o dobre stosunki gospodarcze z Nigerią, poparte obietnicą przyszłej »wymiany kulturalnej na równych prawach«, nie poruszył (tam) – w przeciwieństwie do innych podróży zagranicznych – kwestii praw człowieka czy praworządności" - czytamy.
"15 grudnia w Wilhelmshaven zacumował pierwszy specjalny tankowiec załadowany skroplonym gazem ziemnym (LNG) z Nigerii – pilnie potrzebnym zamiennikiem rosyjskiego gazu. (...) Niemcy są zainteresowane konkretnymi stosunkami gospodarczymi z Nigerią, zawarły z nią »partnerstwo energetyczne«, a od pewnego czasu rozwijają także »dyplomację wodorową«. (...) Aby do 2045 roku Niemcy były neutralne klimatycznie, potrzebują ogromnych ilości wodoru. Duża część z nich ma być produkowana w Nigerii, a następnie przesyłana rurociągiem 4 tys. km z Afryki Zachodniej przez Saharę do Europy" - uważa autorka.
Co ciekawe, Niemcom ani trochę nie przeszkadza fakt, że na północy Nigerii, gdzie obowiązuje prawo szariatu, homoseksualizm karany jest śmiercią, a organizacje terrorystyczne masowo porywają nigeryjskie uczennice.
"Kanclerz Scholz i minister gospodarki Habeck rozważnie powstrzymali się od nawracania na prawa człowieka w swoich apelach o gaz płynny w Katarze, Nigerii i innych krajach Południa" - pisze autorka.
Szefowa niemieckiego MSZ Annalene Baerbock argumentowała, że „zwraca Nigerii część jej historii”, która została „zagrabiona i skradziona”.
"Pomijając fakt, że Nigeria jest domem dla 250 różnych grup etnicznych, z których każda ma swoją własną, pełną konfliktów przeszłość, sprowadzenie historii brązów do konfiskaty królewskich regaliów przez Brytyjczyków i przejęcia przez niemieckie muzea części łupów wojennych jest równoznaczne z wypaczeniem historii" - uważa autorka.
