Przemówienie Vance'a na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa było „jednym wielkich trikiem”, stosowanym z powodzeniem od lat przez populistów i władze autorytarne” – pisze publicysta Detlef Esslinger.

W jego ocenie, słowa Vance’a można porównać do zabiegów retorycznych Alternatywy dla Niemiec, która zarzuca innym partiom „nienawiść i nagonkę”, Donalda Trumpa, który nazywa sporą część mediów mianem „Mediów Fake Newsów”, bądź Władimira Putina, który władze ukraińskie nazywa reżimem neonazistowskim.

„Zasada brzmi: zarzucaj innym dokładnie to, co sam robisz. To zbije ich z tropu. Dzięki temu przejdziesz do ofensywy  i zepchniesz swoich przeciwników do obrony. Zapewni ci to kontrolę nad pojęciami. Debaty nie wygrywa ten, kto ma rację, lecz ten, kto definiuje pojęcia” – uważa Esslinger.

Odnosząc się do zarzutu Vance’a, że w Europie rządy cenzurują media, Esslinger zauważył, że administracja Trumpa wyprosiła z konferencji prasowych dziennikarzy Associated Press ze względu na to, że nie używali oni określenia „Zatoka Amerykańska”.

Trump niedawno oficjalnie przemianował Zatokę Meksykańską na Zatokę Amerykańską.

Ponadto w jego ocenie Trump i JD Vance nie chcą być „bezstronnymi gwarantami wolności słowa”.

„Nasuwa się pytanie, dlaczego Vance wygłosił takie przemówienie, w którym bagatelizował zagrożenie ze strony Rosji i Chin, a równocześnie wyolbrzymiał zagrożenie dla wolności słowa?” – pyta dziennikarz.

Autor podkreślił, że wiceprezydent USA studiował w Yale nauki polityczne, prawo  i filozofię. „Musiał zdawać sobie sprawę z tego, że „opowiada głupoty” – czytamy dalej.

Ponadto autor przytoczył słowa Vance’a o tym, że Amerykanie „nie wiedzą czego w Europie bronią”, a jeżeli Europa „ucieka od własnych wyborców, to USA nic nie mogą dla niej zrobić”.

Jego zdaniem jest to groźba zakończenia współpracy w ramach NATO, jeżeli „ludzie tacy, jak Musk, nie będą mogli prowadzić w Europie interesów”.