Niemiecka prasa w dalszym ciągu poświęca wiele uwagi wojnie na Ukrainie oraz możliwym scenariuszom jej zakończenia.

„Zachód nie może dłużej dać się zastraszać rosyjskiemu dyktatorowi Władimirowi Putinowi” – czytamy na łamach Der Spiegel w komentarzu autorstwa Ann-Dorit Boy.

W jej ocenie Ukrainę należy wyposażyć we „wszystkie dostępne środki”, które pomogą jej zająć dobrą pozycję wyjściową w rozmowach pokojowych.

Ponadto jej zdaniem gróźb Putina nie trzeba się obawiać, ponieważ są one „puste”. Prezydent Rosji miał od samego początku wskazywać na wiele „czerwonych linii” w pomocy militarnej Zachodu dla Ukrainy. Wszystkie z tych linii zostały przekroczone i „nic się nie stało”.

Zdaniem publicystki ostrożność Niemiec w przekazywaniu pomocy wojskowej na Ukrainę wynika nie z obaw przed Putinem, ale z obaw przed własnymi wyborcami. Partie mainstreamowe znajdują się przy tym pod silną presją prawicowej Alternatywy dla Niemiec i lewicowego sojuszu Sahry Wagenknecht BSW. Te dwie ostatnie partie wykorzystują w swojej polityce strach Niemców przed wojną atomową.

„Nie wiadomo jaki będzie wynik wojny w Ukrainie, ale już widać, że nie zakończy się ona upadkiem reżimu Putina. Rosyjska gospodarka jest nadal stabilna, system represji i propagandy w połączeniu z biernością społeczeństwa powoduje brak większych protestów.  W elitach też nie widać podziału” – czytamy z kolei na łamach FAZ w komentarzu autorstwa Alexandra Libmana i Kathariny Bluhm z Instytutu Europy Wschodniej na berlińskim Wolnym Uniwersytecie.

Ich zdaniem sankcje nałożone na Rosję nie odniosły skutku głównie ze względu na postawę Indii i Chin, które obecną sytuację wykorzystały w celu zawierania z Rosją lukratywnych kontraktów handlowych.

W ich ocenie należy zrezygnować z sankcji dotyczących sektora finansowego i skupić się na kontroli dostaw ważnych towarów z perspektywy produkcji wojskowej – tak jak w trakcie Zimnej Wojny.