"Marmur, kamień i żelazo mogą się skruszyć, ale nasza przyjaźń nigdy" - tak o swojej przyjaźni z Putinem wypowiadał się Schroeder, a jego słowa zostały przypomniane przez Frankfurter Allgemeine Zeitung. Na łamach FAZ podkreślono jednak, że relacja Schroedera z rządzącą Niemcami partią SPD są znacznie gorszego od przyjaźni z rosyjskim prezydentem.

"Oboje przewodniczący (Sakia Esken i Lars Klingbeil) mogli podpisać dokument jedynie zgrzytając zębami. Ich próby przekonania Schroedera, by wystąpił z partii, pozostały bezskuteczne. I jak widać, niektórzy towarzysze uważają, że były kanclerz, który bezwstydnie sprzedał się Putinowi, nadal lub znowu jest godny szacunku. Jednak niewzruszona lojalność Schroedera wobec agresywnego reżimu na Kremlu pozostanie haniebną kartą w historii SPD. Ale sam jubilat nie traci z tego powodu dobrego nastroju" - czytamy.

Zdaniem publicysty Stuttgarter Zeitung, dla wielu członków SPD nie do zniesienia jest fakt, że Schroeder należy do tej samej partii, co oni.

"Przyjaźń z Władimirem Putinem, wytrwałość, z jaką przez lata realizował głównie własne interesy gospodarcze; za to wszystko Schroeder powinien się wstydzić" - czytamy.

Tym niemniej zdaniem komentatora Stuttgarter Zeitung uhonorowanie Schroedera z okazji członkostwa w SPD to nic poważnego.

"Gerhard Schröder to 79-letni człowiek, który całkowicie stracił orientację, choć jako kanclerz zrobił wiele dla kraju. Uhonorować go – jak każdego innego członka SPD – za 60 lat członkostwa w partii, to chyba nie za wiele" - czytamy.

"Pomimo wielu przeciwności Gerhard Schroeder został teraz nieco uhonorowany za swoje 60-letnie członkostwo w SPD. I to jest w porządku... Zanim Schroeder z chciwości przeszedł do Gazpromu, zanim stał się nadwornym błaznem Putina i komiczną gwiazdą Internetu, zasłużył się dla kraju. Pod jego przywództwem skutecznie zwalczono masowe bezrobocie, choć metody były kontrowersyjne. Słusznym działaniem, a nie błędem, była kontynuacja polityki wschodniej Willy'ego Brandta. A być może największym osiągnięciem było to, że pomimo licznych deklaracji lojalności sojuszniczej, Schroeder uniknął zaangażowania Niemiec w wojnę w Iraku. W jego przypadku jest podobnie jak w przypadku niektórych artystów: dzieło przewyższa twórcę. Nawet wtedy, gdy w późniejszym wieku stara się on z całych sił zrujnować swoją reputację" - czytamy z kolei na łamach Sudwest Presse.

Również Kolner Stadt-Anzeiger docenia zasługi Schroedera wobec Niemiec i niemieckiego społeczeństwa.

"Jednak prawdą jest także, że ten sam człowiek nazywa zimnego masowego mordercę Władimira Putina swoim przyjacielem i nadal utrzymuje z nim kontakty biznesowe w Rosji. To go mocno obciąża" - czytamy dalej.