„Węgry od miesięcy blokują dalszą pomoc dla Ukrainy, ale obecnie władze w Budapeszcie wysłały pierwsze sygnały wskazujące na gotowość do kompromisu” – czytamy w opublikowanym w miniony piątek wieczorem artykule.
Według Spiegla, Węgry na poufnym spotkaniu dyplomatów krajów UE w minioną środę miały przekazać, że nie będą blokować kolejnego pakietu pomocy dla Ukrainy. Pakiet ten ma być warty 5 miliardów euro.
Kraj rządzony przez Viktora Orbana nie przekaże co prawda własnych środków Ukrainie, jednak nie będzie blokować na forum UE pomocy przekazywanej przez inne kraje.
Do porozumienia w tej sprawie może dojść 1 lutego. Spiegel przypomniał także, że pod koniec ubiegłego roku Orban zablokował już pakiet pomocowy dla Ukrainy w wysokości 50 mld euro, który obowiązywać miał do 2027 roku.
Podkreślono także, że Węgry nie są jedynym hamulcowym pomocy finansowej dla Ukrainy. Przykładowo Niemcy chcieliby, aby ich wpłaty na pomoc dla Ukrainy zostały odliczone od wpłat do budżetu UE. W przeciwnym razie RFN tej pomocy nie poprze. Francuzi z kolei postulują przeznaczenie pomocy na wspólne zakupy uzbrojenia dla Ukrainy. Krytycy tego rozwiązania wskazuję jednak, że te zakupy miałyby odbywać się głównie we Francji.
Na temat Orbana pisze także Frankfurter Allgemeine Zeitung (FAZ), porównując jego postawę do działań prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana.
W ocenie publicysty tej gazety Erdogan wyszedł bardzo dobrze na blokowaniu przez pewien czas przyjęcia Szwecji do NATO. Jego kraj otrzyma bowiem amerykańskie myśliwce F-16, o które Turcy od dawna zabiegali. Orban z kolei swoim uporem wobec Ukrainy na dłuższą metę niczego nie ugra.
„Rola Turcji nie jest mniej ważna niż przyszłe znaczenie Szwecji dla NATO w basenie Bałtyku” – czytamy na łamach FAZ.
„Strategiczne znaczenie Węgier nie jest tak duże. Zastosowana przez Orbana blokada w kwestii Ukrainy spowodowała obniżenie wartości Węgier w Sojuszu. Końcowy rachunek po wstąpieniu Szwecji do NATO nie będzie (dla Węgier) tak pozytywny (jak dla Turcji) – przewiduje Busse. „Tak jak w UE, Orban pozostawia zawsze spaloną ziemię. Być może liczy na Trumpa, który jest jego zdeklarowanym fanem. Ale Trump nie chce przecież nikogo w Europie bronić” – konkluduje publicysta FAZ.
