Stanowski opublikował materiał, na którym odpowiada na pytania widzów. Jedno z nich dotyczyło Romana Giertycha.

- „Długie pismo prawnicy przygotowali do Romana Giertycha. Bo wszystko ma swoje granice. Teksty o tym, że sponsorują nas ludzie handlujący kobietami, łączenie nas z Epsteinem, łączenie nas z Putinem – to wszystko ma swoje granice. Ja mogę się z Romanem Giertychem naparzać na riposty i to może mieć swój urok, ale on idzie za daleko i niech sąd rozstrzygnie, czy można w Polsce iść tak daleko”

- poinformował.

Na przekazane przez dziennikarza informacje zareagował za pośrednictwem mediów społecznościowych sam poseł Giertych.

- „Panie Krzysztofie tak dobrze nam się współpraca układała, a tutaj nagle chce mnie Pan pozwać? Ale mnie Pan przestraszył! Ja tak nie lubię się procesować, a Pan mnie zaciąga do sądu. I o co? O zwykłe pytania dotyczące Pana reklamodawców, którzy zamieszani byli sutenerstwo. No cóż”

- drwi parlamentarzysta Koalicji Obywatelskiej.

- „Jedno dobre będzie z mojej krzywdy, że dokładnie przeanalizujemy Pana reklamodawców, ich sprawy karne oraz Pana związki z PiS. Nie wiem tylko czy już dzisiaj nie powinniśmy sprzedawać biletów na sprawę w sądzie, bo będzie duże zainteresowanie. Do zobaczenia! Wreszcie poznamy się na żywo”

- dodaje.