Chodzi o zdarzenie z października 2022 roku, kiedy to Jerzy Stuhr, prowadząc samochód pod wpływem alkoholu, potrącił motocyklistę. Nie zatrzymał się twierdząc, że nie zauważył kolizji, a później okazało się, iż ma 0,7 promila alkoholu w organizmie. Teraz w rozmowie z serwisem weekend.gazeta.pl przekonuje, że to była „błahostka”.
- „Odwołałem się od wyroku. Sędzia uznał, że nie uciekłem z miejsca zdarzenia, a obrażenia tego pana wymagały zwolnienia lekarskiego krótszego niż siedem dni. Widać więc, że wszystko mogło zostać spreparowane, być może jako element nagonki na mnie”
- stwierdził.
O kolizji sprzed roku Jerzy Stuhr mówił również w wywiadzie dla Plejady.
- „Czuję się niewinny, skończyło się na kolizji. Tak naprawdę nic nie zrobiłem, więc wewnętrznie jestem kompletnie czysty. Oczywiście denerwują mnie pomówienia i stosunek prokuratury do mojej osoby, która proponowała coraz wyższe kary i chciała mnie zjeść. Pan Ziobro ścigał pół roku. Powiedzieli, że będą to robić do końca, a ja się zastanawiam: po co?”
- powiedział.
