Niemieckie media komentują kwotę 200 mln euro, jaką niemiecki rząd zechciał przeznaczyć jako rekompensatę za wycenione przez polską stronę na bilionowe straty wojenne, jakie Polska poniosła z powodu niemieckiej zbrodniczej napaści i okupacji w latach 1939-45.
Podczas spotkania z Donaldem Tuskiem w Warszawie kanclerz Niemiec Olaf Scholz zadeklarował przekazanie 200 mln euro jedynie dla wciąż żyjących jeszcze blisko 80 lat po zakończeniu wojny polskich ofiar niemieckiej III Rzeszy.
To grupa ok. 40 tysięcy osób - pracowników przymusowych czy więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych. Każdej z nich przypadnie więc ok. 5 tys. euro.
„Czy to o wiele za późno? I wiele za mało? I tak i nie” – komentuje niemiecki dziennik „Sueddeutsche Zeitung”.
Następnie czytamy jednak, że „jest to hojny gest”.
„Żadne naprawienie szkód. Jak gdyby coś takiego w ogóle byłoby możliwe. Nie ma już też mowy o reparacjach” – dowiadujemy się z niemieckiego dziennika.
Trzeba przyznać, że niemiecka „hojność” to rzeczywiście coś, na co nie zasługujemy.
