W czwartek senator Stanisław Karczewski poinformował, że został napadnięty w czasie zakupów. Napastnik uderzył go i przewrócił, zniszczył też jego telefon. Agresor wykrzykiwał przy tym obelgi pod adresem samego senatora Karczewskiego, ale również lidera partii rządzącej. Nie ma więc wątpliwości, że motywem ataku były jego poglądy polityczne.
- „Człowiek nie zaatakował mnie, bo mu się nie podobała moja fryzura, tylko zaatakował mnie, bo jestem z PiS. My się czujemy po prostu zaszczuci. To już nie jest nienawiść – to jest szczucie”
- podkreślił polityk w rozmowie z PAP.
Już w czwartek policja zatrzymała podejrzanego mężczyznę. Paweł P. usłyszał zarzut „stosowania przemocy z powodu przynależności politycznej, naruszenia nietykalności pokrzywdzonego, jak również uszkodzenia mienia w postaci telefonu”. Za taki występek grozi kara od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.
Mężczyzna nie przyznał się do zarzucanego mu czynu i złożył wyjaśnienia. Prokuratura wnioskowała o jego tymczasowe aresztowanie, ale sąd odrzucił ten wniosek i zastosował wolnościowe środki zapobiegawcze – poręczenie majątkowe w wysokości 20 tys. zł, dozór policyjny i zakaz zbliżania się do pokrzywdzonego oraz kontaktowania z nim.
- „Prokuratura podejmie decyzję co do zaskarżenia postanowienia po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem wydanego postanowienia”
- zapowiedziała Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie Aleksandra Skrzyniarz.
