W czasie spotkania w jezuickim Uniwersytecie Georgetown Pelosi zarzuciła arcybiskupowi Cordileone, że jest „gotów porzucić większość” nauczania społecznego Kościoła, a zamiast tego skupiać się wyłącznie na aborcji. Co więcej, uważa, że to ona jest „za życiem”, gdyż bierze pod uwagę takie kwestie, jak m.in. bezdomność czy problemy związane z imigracją. W swoich uwagach o aborcji posunęła się do stwierdzenia: „Myślę, że to jego [abp. Cordileone] problem, nie mój, ponieważ w ciągu sześciu lat i jednego tygodnia urodziłam pięcioro dzieci”.

Pelosi skrytykowała sprzeciw abp. Cordielone dla legalizacji „małżeństw” homoseksualnych: „Postawił sprawę bardzo jasno, może nie wszyscy jesteśmy dziećmi Boga. Może nie wszyscy mamy wolną wolę”. Przypomniała także, że w swoim pierwszym przemówieniu jako spiker Izby Reprezentantów stwierdziła, iż „obrona praw LGBTQ+” sprawia jej „radość”.

Jakby nie było mało tego ciągu mało katolickich uwag „katolickiej” polityk, Pelosi wyraziła życzenie, by papież Franciszek wziął pod uwagę możliwość wyświęcenia do stanu kapłańskiego kobiet. Dodała, że pociągała ją w dzieciństwie bardziej myśl o stanie kapłańskim niż o byciu zakonnicą, gdyż to księża sprawują „prawdziwą władzę”, bowiem zamieniają „chleb i wino w Ciało i Krew Chrystusa”.

Jedynie wypowiedź Pelosi o tajnym porozumieniu Watykanu z Chinami, ostro krytykowanym przez kard. Josepha Zena, mogłaby zyskać aplauz większości ortodoksyjnych katolików, gdyż stwierdziła ona, że doszło do „małej różnicy zdań” między nią a papieżem Franciszkiem w tej sprawie. Nazwała też katolików z podziemnego Kościoła w Chinach „męczennikami”, którzy nie zyskali na tym porozumieniu nic.