Red. Witold Gadowski komentuje na łamach „Gazety Polskiej” decyzję prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego, który zabronił wieszania krzyży w warszawskich urzędach i eksponowania symboli religijnych na biurkach urzędników. Dziennikarz ubolewa, że ta „bolszewicka decyzja” nie wywołała stanowczego protestu samych urzędników.

- „Przeciwnie – dało się słyszeć gęganie fajnopolackiej nowomowy. Wszystko można skwitować zdaniem: Bezczelne te kreatury stają się i nachalne. Coraz bardziej mają w pogardzie polskie tradycje i wartości. Rzecz jednak w tym, czy za oburzeniem i werbalnym potępieniem pójdą w ślad czyny?! Czy tolerancyjna dotąd i nawet nieco ospała Polska powie w końcu: dość! Nie będzie w Polsce rządów neobolszewików, potomków komunistycznej agentury i wszelkiego draństwa nawiezionego nam od czasów Stalina. Podnosicie łby, no to my wam wskażemy, gdzie – w polskiej wspólnocie – jest dla was miejsce. A jest ono w pobliżu wychodka!”

- pisze autor.

Przypomina przy tym, że zdejmowanie krzyży nie jest w historii Polski niczym nowym.

- „Zawsze czynili to zaborcy i okupanci, którzy chcieli zniszczyć polskiego ducha. Trzaskowski wyrasta więc na prawdziwego koryfeusza sekty antypolskich snobów, którzy uważają wszystko co polskie i katolickie za zniewalające i ograniczające mityczną wolność poglądów”

- zauważa.

Witold Gadowski podkreśla, że należy się stanowczo sprzeciwić tym atakom.

- „Nowa fala opiłowywania katolików właśnie ruszyła i na pewno nie zatrzymają jej głosy oburzenia. Nadszedł czas na działanie, jeśli opiłowywacze nie zobaczą realnej siły skierowanej przeciwko swoim działaniom, to na pewno się nie zatrzymają i będą coraz bezczelniej eksponować swoją nowoczesną antypolskość”

- przekonuje publicysta.