Ukraiński dowódca udzielił wywiadu dla brytyjskiego tygodnika „Economist”, w którym podkreślił, że nie należy skupiać się wyłącznie na niedostatkach obserwowanych w rosyjskiej armii.

- „Mobilizacja zadziałała. To nieprawda, że ich problemy są tak poważne, że ci ludzie nie będą walczyć. Będą. Car mówi im, że mają iść na wojnę i oni idą. Studiowałem historię dwóch wojen czeczeńskich i było tak samo. Może nie są zbyt dobrze wyposażeni, lecz i tak stanowią dla nas problem. Szacujemy, że dysponują rezerwą liczącą od 1,2 mld do 1,5 mln ludzi”

- powiedział gen. Załużny.

Dowódca wskazał, że obecnie celem okupanta jest maksymalne rozciągniecie linii frontu, co ma uniemożliwić ukraińskim siłom przegrupowanie i przeprowadzenie kolejnej kontrofensywy.

- „Celem Moskwy jest wymuszenie na Kijowie pauzy operacyjnej, a następnie zmobilizowanie nowych żołnierzy i przeprowadzenie kolejnej ofensywy na początku 2023 roku”

- powiedział.

Stwierdził, że wiosną Rosja przystąpi do nowej fazy wojny, która wcale nie musi rozpocząć się w Donbasie.

- „Prawdopodobny jest także rosyjski atak w kierunku kijowskim, natarcie od strony Białorusi, a nawet szturm na południowym odcinku frontu”

- ocenił.

Naczelny dowódca ukraińskich sił zaznaczył, że jego armia jest zdolna osiągnąć militarne zwycięstwo, ale wciąż potrzebuje do tego pomocy z Zachodu.

- „Konkretnie potrzebuję 300 czołgów, 600-700 bojowych wozów piechoty i 500 haubic. Myślę, że wówczas całkowicie realne byłoby osiągnięcie (na polu walki) granic z 23 lutego (sprzed rosyjskiej inwazji w 2022 roku – red,). Nie mogę tego jednak osiągnąć dwiema brygadami”

- powiedział.