Donald Tusk od swojego powrotu na polską scenę polityczną zabiega o zjednoczenie najważniejszych ugrupowań opozycyjnych i ich wspólny start w wyborach parlamentarnych. Kiedy plan Tuska odrzucili liderzy części ugrupowań, z pomocą przyszła mu „Gazeta Wyborcza”. Dziennik opublikował „sondaż obywatelski”, który miał dowieść, że wspólna lista jest jedyną szansą na odsunięcie PiS od władzy. Sam Tusk już po zapowiedzi sondażu wykorzystywał go do wywarcia presji na politykach opozycji.

- „W ogóle mnie nie interesuje, kto jakie miejsce będzie miał na liście. Hołownia chce być przede mną na liście? Proszę bardzo. W ogóle, ludzie, nie o to chodzi… Przecież ja pójdę do piekła, jak przegramy te wybory. On też pójdzie do piekła, na pewno do gorętszego kotła, bo ja przynajmniej się staram. Nie chcę mu dokuczać, bo na pewno ma dobrą wolę”

- mówił były premier na jednym z weekendowych spotkań z sympatykami.

Na Twitterze oświadczył natomiast kategorycznym tonem, że „będzie jedna lista”.

Groźby piekłem nie wszystkich jednak przekonały. Gorący spór wybuchł w Lewicy. Członek Rady Krajowej partii Razem Adam Kościelak oświadczył, że jeśli wspólna lista powstanie, odejdzie z partii.

- „Nie wyobrażam sobie pracować na mandat Nitrasa”

- stwierdził.

Kilka dni temu doszło też do kłótni pomiędzy wiceszefową klubu Lewicy Karoliną Pawliczak a poseł Anną Marią Żukowską. Ta pierwsza opowiada się za wspólną listą, druga się jej sprzeciwia.

Nastroje próbuje łagodzić Włodzimierz Czarzasty, który osobiście popiera pomysł Tuska, chociaż chyba już nie wierzy w jego realizację.

- „Wykładnia w tej sprawie jest taka. Jesteśmy za wspólną listę. Uprzejmie informuję o tym od roku, minął rok, informuje nadal. Jesteśmy za wspólną listą. To znaczy wspólną listą czterech partii. Jasno to mówię i myślę, że mogę to powtórzyć kilka razy. To potwierdzają różne badanie, że jest to rozsądne. Jeżeli wspólnej listy nie będzie, a wszystko idzie w tym kierunku, że nie będzie, to Lewica musi się przygotować do samodzielnego startu”

- powiedział polityk w programie „Graffiti” na antenie Polsat News.

Zaznaczył przy tym, że wyklucza możliwość wspólnego startu wyłącznie Lewicy i PO.