Do sprawy odniósł się sekretarz generalny Sojuszu Północnoatlantyckiego Jens Stoltenberg.
- „Sojusznicy będą dokładnie wiedzieć, jakie siły i zdolności są potrzebne, gdzie, co i jak rozmieścić”
- powiedział.
Plan ma zakładać, że już nie brygady, a dywizje będą przydzielone do obrony określonych regionów.
Już po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę, NATO blisko 8-krotnie zwiększyło liczebność sił szybkiego reagowania. Jeden z najważniejszych dowódców Sojuszu, admirał Rob Bauer podkreśla, że sytuacja na Ukrainie zmusza NATO do przygotowania się do wojny.
- „Musimy być przygotowani na wybuch konfliktu w każdej chwili”
- powiedział.
Ian Hope z kwatery głównej NATO zwraca natomiast uwagę, że w przeciwieństwie do zimnej wojny, obecnie Sojusz nie spodziewa się sytuacji, w której jego połączone siły mogłyby zostać zaatakowane jednocześnie. Bardziej realny jest scenariusz, w którym wojska NATO będą musiały odpowiedzieć na konflikty regionalne, dlatego tak ważne jest ich szybkie rozmieszczenie.
