Jak stwierdził szef dowództwa logistyki bloku, generał porucznik Alexander Sollfrank, zbyt duża biurokratyczna biurokracja utrudnia przemieszczanie się wojsk po Europie, a problem ten może prowadzić do poważnych opóźnień w przypadku konfliktu z Rosją. Jego słowa z czwartku, 23 listopada, zacytował Reuters.

Urzędnik oświadczył, że chce utworzenia „wojskowej strefy Schengen”, czyli strefy wolnego przejazdu wojskowego na wzór politycznej strefy Schengen, która umożliwi swobodne poruszanie się po większości krajów członkowskich NATO na kontynencie europejskim.

„Musimy być o krok do przodu. Musimy przygotować teatr działań [wojskowych] na długo przed zastosowaniem Artykułu 5 [NATO]”

– stwierdził Solfrank.

Urzędnik zauważył, że NATO ma coraz mniej czasu, a w przypadku wojny lub poważnego kryzysu, który mógłby dotknąć blok, czasu na podjęcie decyzji będzie bardzo mało.

„Fakt, że nie wszystkie siły są wysunięte, oznacza, że Sojusz musi szybko przerzucić wojska ze swoich baz do pożądanego punktu na wschodniej flance”

– stwierdził gen. Solfrank, dodając, że wymaga to przygotowania.

Jak wynika z publikacji, siły NATO muszą teraz przestrzegać wielu wewnętrznych przepisów, które regulują szczegóły wstępnego powiadamiania krajów o transporcie amunicji przez ich terytorium.

Według urzędnika w NATO obowiązuje wiele zasad, ale jedyne, czego brakuje, to czasu.

KOMENTARZ REDAKCJI

Zaprezentowany jako ultimatum Traktat o gwarancjach bezpieczeństwa, opublikowany 17 grudnia 2021 roku przez rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, a przygotowany na polecenie szalonego Putina, zawiera bezczelne żądanie wycofania wojsk NATO ze wschodniej flanki Sojuszu do granic z 1997 roku. Opętany ideą wskrzeszenia ponurego imperium zła gospodarz Kremla z maniakalnym uporem usiłuje odbudować sowiecką strefę wpływów w Europie. Dlatego chce zakwestionować plany rozszerzenia Sojuszu Północnoatlantyckiego na wschód, chce, żeby Zachód porzucił państwa Europy Środkowo-Wschodniej na pastwę Rosji.

Opętany ideą wskrzeszenia ponurego rosyjskiego imperium zła, gospodarz Kremla z maniakalnym uporem usiłuje odbudować stalinowską strefę wpływów w Europie. Dlatego chce zakwestionować kolejne etapy rozszerzenia NATO na Wschód, po których Moskwa nie mogłaby już destabilizować i wzniecać otwartych konfliktów zbrojnych w Polsce, Czechach, Słowacji, krajach bałtyckich i na wschodnich Bałkanach. Jednocześnie we wszystkich krajach sąsiednich (Mołdawia, Gruzja, Azerbejdżan i Ukraina), które nie przystąpiły do NATO, rosyjskie służby specjalne rozpętały krwawe wojny. Putin marzy o rozpaleniu podobnych konfliktów w państwach byłego Układu Warszawskiego, ponieważ przez 200 lat Rosja panowała w Europie Środkowo-Wschodniej za pomocą zasady „dziel i rządź”.

Ukraina uniemożliwia Putinowi realizację tego szalonego pomysłu.

„Bez Ukrainy Rosja przestaje być imperium euroazjatyckim. […] Jeżeli jednak Moskwa ponownie zdobędzie władzę nad Ukrainą, wraz z pięćdziesięcioma dwoma milionami jej obywateli [1 lipca 2020 r. ludność Ukrainy liczyła 43,733 mln osób], ogromnymi bogactwami naturalnymi oraz dostępem do Morza Czarnego, automatycznie odzyska możliwość stania się potężnym imperium spinającym Europę i Azję. Utrata niepodległości przez Ukrainę miałaby natychmiastowe konsekwencje dla Europy Środkowej, przekształcając Polskę w sworzeń geopolityczny na wschodniej granicy zjednoczonej Europy” – pisał w swoim czasie Zbigniew Brzeziński, znakomity amerykański geostrateg i dyplomata, mający polskie korzenie.

Putin ma obsesję na punkcie Ukrainy, ponieważ zdaje sobie sprawę, że bez Ukrainy nie potrafi zdestabilizować Europy Środkowo-Wschodniej i odbudować imperium rosyjskiego. Dlatego z pełną odpowiedzialnością i bez najmniejszej przesady można stwierdzić, że obecnie na Ukrainie decydują się losy Europy i całej cywilizacji zachodniej.

Jagiellonia.org