"Morawiecki: ja i Giorgia zmieniamy UE" - pod takim tytułem ukazała się rozmowa z polskim premierem.

"Razem z premier Meloni stajemy również w obronie Ukrainy. Realistycznie patrzymy na zagrożenie ze strony Rosji" - powiedział Morawiecki, dodając, że kremlowski imperializm zagraża nie tylko Ukrainie, ale i całej Europie.

Podkreślił, że w sprawie Rosji to Polska miała rację i miała ją od samego początku.

"Ostrzegaliśmy, że chore kolonialne ambicje Rosji są wielkim zagrożeniem dla państw wschodniej Europy i dla całej UE. Musimy zrobić wszystko, żeby pomóc Ukrainie, bo jeśli Kijów upadnie, Rosja będzie miała otwartą drogę do podboju Europy" - powiedział Morawiecki.

"Nic dziwnego, że w państwach narażonych na rosyjską agresję w niedalekiej przyszłości zaczęto zadawać niepokojące pytanie: co zrobią państwa zachodnie, gdy rosyjski bandyta zaatakuje nas?" - dodał, wskazując przy tym na zbyt zachowawcze działania części państw zachodnich wobec Rosji.

Morawiecki podkreślił, że Rosja musi w tej wojnie skapitulować. Dodał także, że "gdyby Niemcy przewodziły dziś Europie w takim duchu jak przed rozpoczęciem ataku na Ukrainę, to o żadnej zdecydowanej postawie wobec Rosji nie mogłoby być mowy".

"Płacimy dziś ogromną cenę za błędy zwłaszcza polityki niemieckiej, ale gdyby to Berlin decydował o wszystkim, ta cena byłaby jeszcze wyższa" - wskazał premier.

Dodał także, że UE powstała po to, aby państwa członkowskie mogły rozwijać się najlepiej, jak potrafią, z uwzględnieniem ich specyficznych uwarunkowań społecznych i politycznych.

W sprawie procesu decyzyjnego w UE Morawiecki stwierdził wprost, że "Albo będziemy mieć zasadę jednomyślności, albo tyranię silnych. Innego wyjścia nie ma".

"Jednomyślność bazuje na zasadzie, że głos każdego państwa jest tak samo ważny. Rezygnacja z tej zasady to droga do politycznego klientelizmu" - podkreślił.

Premier poruszył w rozmowie wiele wątków, z których jednym były wydarzenia na granicy polsko-białoruskiej. Premier zaznaczył, że ludzie wysłani na granicę przez reżim Łukaszenki nie chcieli zostać, ani osiedlić się w Polsce, lecz nielegalnie przedostać do Niemiec.

"Naszym obowiązkiem było zatrzymać ich na granicy, a tych, którzy się przez nią przedostali, odesłać do kraju pochodzenia" - podkreślił premier, dodając, że Polska poważnie traktuje swoje obowiązki związane z obroną wschodniej granicy zewnętrznej Unii.

"Nie jesteśmy twierdzą otoczoną drutem kolczastym. Do UE można dostać się bez problemu, podjąć pracę – wystarczy to zrobić zgodnie z zasadami, które przyjęły poszczególne państwa. Natomiast ci, którzy przybywają do UE nielegalnie, powinni zostać odesłani z powrotem. I to naprawdę nie jest kwestia przemocy, ale prawa" - podkreślił premier.

Premier skomentował także gigantyczną aferę korupcyjną w Parlamencie Europejskim, związaną z przyjmowaniem korzyści majątkowych od Kataru w zamian za przeforsowywanie prokatarskich zmian i trendów w polityce UE.

"Deficyt demokracji, o którym mówi się w UE, od dawna przekształcił się w deficyt praworządności. PE musi wyjaśnić tę sprawę jak najszybciej i w sposób w pełni transparentny" - powiedział Morawiecki.