"Kiedy myślę o Powstaniu Warszawskim, o pierwszych jego dniach, przed oczyma stają mi przerażające obrazy. To obrazy ulic, placów, parków, cmentarzy, podwórek warszawskiej Woli, na których za sprawą niemieckich barbarzyńców piętrzyły się zwały ciał pomordowanych, które sięgały – jak wspominają świadkowie – 2 metrów wysokości i 30 długości" - czytamy we wpisie premiera.

"Niemieccy kaci rozpętali 5 sierpnia na Woli prawdziwe pandemonium. Mordowali wszystkich – wziętych do niewoli powstańców, kobiety, dzieci, starców. Mordowali ze szczególną brutalnością. Mordowali strzałami w tył głowy, seriami z karabinów maszynowych, zakłuwali bagnetami, zakopywali ludzi żywcem, roztrzaskiwali główki niemowląt, wrzucali dzieci wraz z matkami do płonących budynków" - przypomniał Morawiecki.

"Zawsze ilekroć przebywam na Woli, odczuwam bolesne drżenie serca. Minęły dziesięciolecia, a demoniczna groza tamtych sierpniowych dni unosi się w powietrzu na miejscach kaźni. Jak mówią świadkowie, rzeź miała tak koszmarne rozmiary, że wśród obserwujących ją niemieckich żołnierzy notowano przypadki załamania nerwowego" - kontynuował wpis premier.

Morawiecki podkreślił, że sprawcami Rzezi byli Niemcy. "Ich dowódca, SS-Gruppenführer Heinz Reinefarth, dożył zacnego wieku, pełniąc funkcję burmistrza miasta Westerland, pracując jako szanowany prawnik. Nie godzę się na taki bieg wydarzeń, nie godzę się na taką niesprawiedliwość" - wskazał premier.

"(...) jak można było dopuścić do tego, by człowiek odpowiedzialny za wymordowanie tysięcy niewinnych warszawiaków zażywał w spokoju wieloletniego dolce vita?" - zapytał retorycznie Morawiecki.

"Pomordowana przez Niemców ludność Woli to nasi narodowi bohaterowie. Należy jej się wieczna pamięć. A jej potomkom należy się wreszcie uczciwe zadośćuczynienie" - skonkludował.