„Nie ma wątpliwości, że pary potrzebują tej procedury i że może ona być wykonywana” – mówiła Sójka o określonej przez Kościół mianem „niegodziwej” metodzie in vitro.
Szefowa resortu zdrowia w drugim rządzie Morawieckiego nazwała też procedurę in vitro „metodą leczenia bezpłodności”.
Sam projekt Katarzyna Sójka oceniła jednak jako zbyt „ogólnikowy”.
