Minister Telus wskazał, że trudności rozpoczęły się jeszcze przed rosyjską napaścią na Ukrainę, kiedy w związku ze wzrostem cen gazu zaczęły rosnąć ceny nawozów. Przypomniał, że wówczas Polska była jedynym państwem, które zwróciło się do Komisji Europejskiej o zgodę na dopłaty do nawozów z własnego budżetu, na którą trzeba było czekać blisko dwa miesiące. Podkreślił, że w czasie wojny nie powinna mieć miejsca taka powolność w podejmowaniu przez unijnych urzędników decyzji. Niestety, Bruksela nie przygotowała się na wprowadzenie bezcłowego importu produktów rolnych z Ukrainy.
- „Nie zbudowano odpowiednich narzędzi. Brakowało ich i brakuje nadal. Miały być korytarze solidarnościowe, ale do dziś ich nie ma”
- stwierdził szef resortu rolnictwa.
- „Dla Unii Europejskiej nie było problemu. Dopiero nasze mocne decyzje obudziły UE”
- dodał.
Zauważył też, że obecne problemy ze zbożem będą pojawiać się również w przyszłości. Dlatego – wskazał minister – należy wypracować w Unii Europejskiej rozwiązania, z których będzie można korzystać również po przystąpieniu Ukrainy do wspólnoty.
