Po pierwsze, obecna zima jest wyjątkowo mroźna. Jest to odczuwalne również w Polsce, ale na wschód od nas temperatury są jeszcze niższe, sięgając - 25 stopni w nocy. Powoduje to zwiększone zapotrzebowanie na energię w wielkich miastach. Po drugie, system energetyczny Ukrainy atakowany od 4 lat jest obecnie w stanie opłakanym. Poza elektrowniami jądrowymi, elektrownie i ciepłownie w większości zostały wyłączone z użytku, co oznacza, że Ukrainie brakuje energii z tych bardziej elastycznych źródeł, które z reguły balansują system. Rosja również stale atakuje system przesyłowy, by rozbić ukraińską mapę energetyczną na kilka odosobnionych wysp. Po trzecie, Siłom Zbrojnym Ukrainy brakuje rakiet do systemów obrony przeciwrakietowej, zdolnych strącać pociski balistyczne i hipersoniczne. Jest to spowodowane deficytem tych rakiet na świecie. Konflikt na Bliskim Wschodzie i operacje USA w tym regionie - to wszystko zwiększa zapotrzebowanie na obronę przeciwrakietową. Produkcja tych pocisków zaś jest bardzo ograniczona i skala produkcji wzrasta bardzo powoli. Tymczasem przekazanie rakiet PAC-3 do systemów Patriot z zapasów amerykańskich zostało przez administrację Donalda Trumpa wstrzymane. Rosja wie o tych problemach Ukrainy i wybiera środki napadu w ten sposób, by ich trzonem były pociski, z którymi Kijów nie może sobie po prostu poradzić.
Oczywiście, to wcale nie oznacza, że Rosja w ten sposób może złamać ukraiński opór, bo na razie nic nie wskazuje, by te ataki powodowały w ukraińskim społeczeństwie chęć poddania się. Raczej jest wprost odwrotnie, rośnie tylko zimna nienawiść do przeciwnika i nastroje się radykalizują. Wsparcie państw zachodnich również w tym wypadku ma duże znaczenie, ogromne wsparcie w postaci odpowiedniego wyposażenia pozwala Ukraińcom na tyle szybko radzić sobie z uszkodzeniami, na ile to jest możliwe w obecnych warunkach, no a napływ wielkiej ilości agregatów prądotwórczych pozwala na funkcjonowanie gospodarki i krytycznej infrastruktury w ukraińskich miastach. Na szczęście dla Ukrainy, Rosjanie boją się posunąć na tyle daleko, by celem ataków stały się elektrownie jądrowe, co w praktyce oznacza, że nie mogą pozostawić Ukrainy zupełnie bez generacji. Mogą jednak szantażować Ukrainę możliwością wywołania katastrofy jądrowej poprzez atakowanie tej infrastruktury, która zabezpiecza normalną pracę tych elektrowni.
Jakie wnioski z tej sytuacji mogą płynąć dla Polski?
Pierwszym ważnym dla nas tematem jest możliwa nowa fala uchodźców wywołana tym kryzysem. Rosja w zasadzie próbuje uczynić wielkie ukraińskie miasta, takie jak Kijów czy Odessa, nieprzydatnymi do zamieszkania w nich ludności cywilnej. Te miasta są wielomilionowymi aglomeracjami, gdzie między innymi skupia się ludność, która uciekła od wojny ze wschodnich regionów kraju. Możliwy exodus tej ludności z powodu braku energii w warunkach ostrej zimy może uderzyć w Polskę i inne kraje sąsiadujące z Ukrainą. Sytuacja w tych krajach mocno obecnie różni się od tej z 2022 roku i uchodźcy prawdopodobnie już nie będą w nich przyjmowani z takim entuzjazmem, jak było to wtedy. W ten sposób jednym z celów rosyjskich może być wykorzystanie uchodźców w jakości broni dla destabilizacji państw zachodnich. Rosja wielokrotnie już tę broń wykorzystywała w swoich interesach w latach poprzednich. Wspieranie wysiłków władz ukraińskich, by utrzymać swoje miasta przed kompletnym kolapsem, leży więc w bezpośrednim interesie Polski.
Kolejnym ważnym tematem jest kwestia naszych własnych przygotowań się do możliwego konfliktu z Rosją w przyszłości. Rosja obecnie produkuje od 4 do 6 tysięcy dronów klasy Szahed i od 150 do 200 pocisków manewrujących, balistycznych i hipersonicznych miesięcznie. Daje to do 70 000 dronów i 2400 rakiet zgromadzonych w ciągu roku produkcji. Jest więc w stanie szybko zgromadzić ogromną ilość środków uderzeniowych w razie podpisania rozejmu na Ukrainie. W tym samym czasie ilość produkowanych w USA pocisków PAC-3 do systemów Patriot, które będą fundamentem naszej obrony przeciwrakietowej, oscyluje w granicach 600 pocisków rocznie, z deklaracjami co do rozbudowy do 1000 pocisków. Należy podkreślić, że tych pocisków potrzebują wszyscy sojusznicy USA i w sytuacji dużego konfliktu z zaangażowaniem wielu krajów NATO deficyt tych pocisków może być mocno odczuwalny.
W tym samym czasie nie mamy elektrowni jądrowych w Polsce. Nasza pierwsza podobna elektrownia, wedle planu zostanie uruchomiona dopiero za ok. 10 lat. Co za tym idzie, Rosjanie nie będą mieli w Polsce żadnych ograniczeń w niszczeniu naszej infrastruktury krytycznej. Świadomość tego, jak sądzę, istnieje w gabinetach polskich decydentów i jest to jedna z przyczyn, przez której w tej chwili w szybkim tempie próbujemy wzmocnić obronę przeciwdronową z pomocą takich programów jak SAN. Jest to prawdopodobnie również przyczyna, z powodu której wielu naszych decydentów sugeruje, że nie stać nas na długotrwały konflikt z Rosją. O tym, że dążymy do zupełnie innej, szybkiej wojny, mówił sam dowódca Sztabu Generalnego WP, gen. Kukuła. Dlatego właśnie, że w wypadku długotrwałego konfliktu nie mielibyśmy tego trzonu w postaci energii z elektrowni jądrowych, który pozwala Ukraińcom po 4 latach wojny utrzymać sprawnie działające przemysł i infrastrukturę krytyczną. Prawdopodobnie w sytuacji podobnej do ukraińskiej bylibyśmy w pełni zdani na import prądu spoza Polski, ponieważ żadna obrona przeciwlotnicza i przeciwrakietowa nigdy nie daje 100% ochrony i każdy obiekt infrastruktury można z czasem zniszczyć z pomocą ataków saturacyjnych. Zmusza to również nas do myślenia o zdolnościach niszczenia obiektów przemysłowych i magazynów w samej Rosji, jako jednego ze sposobów obrony przed rosyjskim bombardowaniem.
Jest to bardzo poważny problem, ponieważ Rosja może dążyć w tej sytuacji do wydłużenia konfliktu, znając nasze słabe strony i próbując nas złamać, sądząc że zamożne społeczeństwa Europy Centralnej, w tym polskie, nie będą chętne płacić tak wysokiej ceny za obronę własnej suwerenności. W tym kontekście bombardowanie Ukrainy jest demonstracją rosyjskich możliwości, która ma na celu zastraszenie swoich potencjalnych przeciwników w Europie. Rosja pokazuje, iż żadne, nawet najbardziej nowoczesne systemy obrony nie są w stanie w pełni ochronić infrastruktury krytycznej, a Kreml jest wystarczająco zdeterminowany, by osiągnąć swój cel nawet jeżeli trwa to dłużej niż pierwotnie planował.
Jeżeli Ukraina przegrałaby tę wojnę z powodu wyczerpania swoich zasobów, należałoby oczekiwać, że Rosja wróci do swoich żądań z jesieni 2021 roku, do których jej oficjele wielokrotnie wracali w swoich wypowiedziach w ciągu ostatnich 4 lat. W tych żądaniach skierowanych do USA wymagali oni prawa do decydowania o kwestiach bezpieczeństwa państw Europy Centralnej, które wcześniej należały do Układu Warszawskiego. Zademonstrowane w wojnie na Ukrainie rosyjskie zdolności rakietowe i dronowe w takim wypadku będą argumentem, który wesprze podobne ultimatum, stawiając przed naszym społeczeństwem ważne pytanie - czy jesteśmy gotowi do poświęceń po, to by obronić swoją suwerenność, czy być może ważniejsze jest zachowanie ciepła w naszych mieszkaniach za cenę daleko idących ustępstw wobec Rosji? To pytanie wielu uważa obecnie w Polsce niemal za prowokację czy próbę zastraszenia. W rzeczywistości od odpowiedzi na nie zależy również nasza zdolność odstraszania Rosji. Bo im bardziej jesteśmy zdeterminowani, tym mniej będzie w Moskwie nadziei na łatwe zwycięstwo w potencjalnym konflikcie z Polską, a więc zwiększy się szansa na to, że do konfliktu nie dojdzie. Tkwienie w świecie iluzji, gdzie nie chcemy po prostu brać pod uwagę czarnych scenariuszy i udajemy, że zagrożenia nie istnieją, zmniejsza naszą determinację w oczach Rosjan, co oznacza tylko tyle, że będą nas uważać za łatwy cel dla agresji.
