„To, co w gestii zarządu to jest święte jak hostia dla katolików” – drwił wieloletni naczelny „Wyborczej” porównując członków zarządu Agory do komunistów, którzy wpisali do konstytucji kierowniczą rolę PZPR.
„Jeśli chcecie współpracować z „Gazetą Wyborczą”, to musicie się zgodzić na to, że do zarządu przyjdzie ktoś, kto będzie z redakcją skonsultowany i zaakceptowany” – zwrócił się Michnik w pewnym momencie do prezesa Agory Bartosza Hojki i zagroził: „Bez tego będzie permanentny, toksyczny układ i konflikty będą wybuchały co chwila”.
Naczelny GW nie pozostawił wątpliwości, precyzując: „To nie może być przypadkowa osoba wzięta z rynku”.
Hojka próbował tłumaczyć redaktorom, że zarząd nie wybiera się sam, lecz wpływ na jego kształt mają również akcjonariusze. Jednak Michnik wyśmiał ten argument.
Podkreślał za to, że zespół redakcyjny gotowy jest do otwartej i bezwzględnej konfrontacji z wydawcą i się przed nią nie cofnie: „My nie chcemy znaleźć się w sytuacji, że na pierwszej stronie „Gazety Wyborczej” znajdzie się artykuł „na czym polega konflikt zarządu Agory z redakcją «Gazetą Wyborczą»”. Nie chcemy być w takiej sytuacji, nie stawiajcie nas pod ścianą, nie stawiajcie nas, bo się nie cofniemy” – ostrzegał naczelny „Wyborczej”.
