- Chcą tak wystraszyć ludność cywilną. Sparaliżować nasze funkcjonowanie, zmęczyć nas. Musimy być na to przygotowani. Tworzymy alternatywy. W wielu schronach wybudowaliśmy piece awaryjne. Tak, żeby służby komunalne miały czas na działanie – powiedział Sadowy w rozmowie z portalem Interia.pl.

Sadowy stwierdził także, że wśród mieszkańców Lwowa panuje „wkurzenie”.

- Nie jest to jednak destrukcyjna złość. Wkurzenie motywuje nas do działania. Po ostatnich atakach wzrosły wpłaty na wojsko. Działania Putina są odwrotne do zamierzonych. Tak łatwo nas nie zniechęci – stwierdził.

Sadowy odniósł się także do wszechobecnej rosyjskiej propagandy.

- Przecież jeszcze do niedawna, gdy pojechało się na Zachód, w wielu hotelach działały rosyjskie kanały telewizyjne. Ich propaganda jest bardzo podstępna. Nie chodzi tu tylko o telewizję, ale również inne organizacje sportowe, kulturalne. To wszystko pracuje na promocję Rosji. Jeśli nie zbudujemy muru informacyjnego, ich przekaz będzie dalej mieszał ludziom w głowach – powiedział.

Mer Lwowa wyraził także przekonanie, że utrzymywanie z Rosją stosunków dyplomatycznych lub ekonomicznych to „pakt z diabłem”.

- Trzeba zrozumieć, że ta wojna nie trwa osiem miesięcy, czy nawet osiem lat. Ona trwa lat 400 – powiedział.

- Dziś stoimy przed szansą, żeby mieć pełną niezależność i zjednoczenie. (…) Nie oddamy żadnego metra naszej ziemi – dodał.