Od miesięcy narasta konflikt pomiędzy prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim a naczelnym dowódcą Sił Zbrojnych Ukrainy Wałerijem Załużnym. W poniedziałek pojawiły się doniesienia o podpisaniu przez prezydenta dymisji wojskowego, które później zostały zdementowane. Wedle ustaleń „The Economist”, ostatecznie do dymisji nie doszło nie dlatego, że Zełenski zrezygnował, ale przez brak odpowiedniego zastępcy. To ma być jednak jedynie kwestią czasu.
„Financial Times” informuje, że prezydent zaproponował Załużnemu stanowisko doradcy ds. obrony.
- „Według dwóch źródeł Zełenski dał Załużnemu jasno do zrozumienia, że niezależnie od tego, czy obejmie nową funkcję, zostanie on zwolniony z dotychczasowego stanowiska”
- podaje gazeta.
Również źródła BBC twierdzą, że zmiana naczelnego dowódcy jest już tylko kwestią czasu.
- „Rozmówcy BBC w sektorze obronnym Ukrainy twierdzą, że w obecnych okolicznościach dymisja Załużnego wydaje się kwestią czasu. Podobno liczba nieporozumień między nim a prezydentem osiągnęła punkt krytyczny. Prawdopodobnie nie chodzi o różne poglądy na temat działań wojennych, ale osobiste sprzeczności i brak zaufania między nimi”
- relacjonuje Ukraińska Prawda.
Konflikt z Załużnym jest niezwykle problematyczny dla Załenskiego. Z badań Kijowskiego Międzynarodowego Instytutu Socjologii jasno wynika, że obecnie naczelny dowódca cieszy się większym zaufaniem obywateli niż prezydent.
- „Jeśli Zełenski pozostawi swojego głównodowodzącego na stanowisku, będzie wyglądał na słabego. Jeśli go zwolni przyjętym, niezdarnym trybem, to tylko zaszkodzi wiarygodności przywództwa”
- zauważają dziennikarze „The Economist”.
