Lider Polski 2050 od początku chciał, by Sejm zajął się aborcją dopiero po wyborach. W związku z naciskami Lewicy zapowiedział jednak, że stanie się to już w czasie marcowego posiedzenia Sejmu. Teraz ponownie zmienia zdanie. Przekonuje, że zdecydował się poczekać z uwagi na obawy o odrzucenie wszystkich projektów w pierwszym czytaniu.
- „Że umowna lewica wystrzela projekty tych bardziej na prawo, a ci, co są bardziej na prawo - wystrzelają tych bardziej na lewo. I zostaniemy z ugorem, ze spaloną ziemią tylko z tego powodu, że ktoś uważa, że dzięki temu będzie mu łatwiej zostać wójtem, albo jego koledze burmistrzem, albo radnym”
- powiedział dziś na antenie TVN24.
- „Dlatego podjąłem decyzję po tych wszystkich konsultacjach i mediacjach, i próbach sprawdzenia, czy jest jakaś szansa, żeby taka katastrofa się nie wydarzyła, żeby te projekty dotyczące prawa aborcyjnego były procedowane w Sejmie i były procedowane w niedalekim terminie, ale jednak tuż po pierwszej turze wyborów. A więc to się odbędzie w Sejmie 11 kwietnia”
- oświadczył.
Podkreślił, że bierze na siebie odpowiedzialność związaną z odłożeniem dyskusji na później. Zapewnił też, że 11 kwietnia nie opowie się za odrzuceniem żadnego z projektów aborcyjnych w pierwszym czytaniu.
- „Deklaruję, że zagłosuje za tym, by każdy z tych projektów, również Lewicy i KO - przeszły do drugiego czytania, nie będę głosował za odrzuceniem ich w pierwszym czytaniu. Uważam, że tak jest rozsądnie i z troską o tych, o których (w tych przepisach) chodzi”
- stwierdził.
