„Dla religijnych Żydów chodzi o Ziemię Obiecaną, na której mają obowiązek żyć, zaludniać ją i świadczyć swej wierze. Dla muzułmanów to dar-al Islam, ziemia islamu, na której ma panować islamska władza. Oczywiście są również świeccy nacjonaliści po obu stronach. Izrael akceptuje państwowe aspiracje Palestyny, ale oddanie militarnej kontroli nad Zachodnim Brzegiem Jordanu, który od morza dzieli jedynie kilkanaście kilometrów izraelskiego terytorium, to śmiertelne zagrożenie” – zauważył Marek Jurek w swym tekśce opublikowanym na portalu magazynkontra.pl.
Jak przypomniał założyciel Prawicy Rzeczypospolitej, „palestyńska tożsamość powstała z odrzucenia żydowskiego sąsiedztwa, z negacji Państwa Izraela”.
„Trudno więc, by zadowolili się w przyszłości statusem Luksemburga czy Lichtensteinu. Ich idea państwowa ma charakter negatywny, polega na negacji Państwa Izraela. Nawet jeśli można zakładać, że postarafatowscy nacjonaliści zaczęli rozważać akceptację jego istnienia – w żadnym wypadku nie dotyczy to Hamasu (i dużej części palestyńskiej opinii)” – stwierdził były marszałek Sejmu.
Były wiceprezes PiS podkreślił, że „w żadnym państwie arabskim nie ma tak licznej mniejszości żydowskiej, jak mniejszość arabska i muzułmańska w Izraelu”, która dysponuje reprezentację parlamentarną, a także może prowadzić życie religijne i kulturalne, posiadając prawa obywatelskie.
„Ich kuzyni zza miedzy mogliby uszanować państwo, w którym to jest możliwe. Ale skoro zaakceptować tego nie chcą – Izrael się broni, walcząc o bezpieczną przyszłość” – skonstatował Marek Jurek.
