Dziś po godz. 19 policja zatrzymała w Pałacu Prezydenckim posłów Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Prezydent Andrzej Duda przebywał w tym czasie w Belwederze na spotkaniu z białoruską opozycją. Jak relacjonowała na antenie Telewizji Republika szefowa jego kancelarii Grażyna Ignaczak-Bandych, „kiedy pan prezydent został poinformowany o tym, co dzieje się w pałacu, to chciał natychmiast wracać, ale wyjazd został zastawiony autobusem komunikacji miejskiej”.

- „To wciąż okruchy informacji, z których odtwarzamy wieczorną akcję policji w pałacu prezydenckim. Jednak już z tych mikro wiadomości wiemy, że należy serio pytać o bezpieczeństwo głowy państwa. Czy możemy być pewni, że prezydent jest właściwie chroniony, skoro ktoś z zewnątrz może zarządzić wtargnięcie do pałacu i wyprowadzenie stamtąd jego gości”

- zauważa na łamach wPolityce.pl red. Marcin Wikło.

Wedle nieoficjalnych ustaleń wPolityce.pl, decyzję o wejściu policji do Pałacu Prezydenckiego miał podjąć szef MSWiA Marcin Kierwiński.

- „To on wydał dyspozycję kierownictwu Służby Ochrony Państwa, by umożliwiła wejście do pałacu prezydenckiego policjantom. To polecenie nie zostało przyjęte dobrze, postanowiono więc, że do akcji dojdzie, gdy prezydent będzie poza pałacem. Funkcjonariusze podjechali od strony Biura Bezpieczeństwa Narodowego i instruowani przez funkcjonariuszy SOP udali się w miejsce, gdzie przebywali posłowie. Zatrzymano ich na oczach kilkunastu osób”

- opisuje red. Wikło.

W tym kontekście dziennikarz pyta o bezpieczeństwo głowy państwa.

- „Jaką możemy mieć pewność, że jest bezpieczny i dobrze chroniony, skoro już wiemy, że wpływ na SOP, czyli jego ochronę mają ludzie tak bezwzględni?”

- zauważa autor.