Mariusz Paszko, portal Fronda.pl: Po raz kolejny pojawiły się informacje o dalszych naciskach Unii Europejskiej i o blokowaniu - czy też mówiąc wprost - odbieraniu Polsce funduszy unijnych. O co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi?
Marcin Warchoł, wiceminister sprawiedliwości, poseł Solidarnej Polski: Przede wszystkim należy to jeszcze raz podkreślić, że za blokowanie tych środków dla Polski odpowiada Platforma Obywatelska i Donald Tusk, który jest w układzie z politykami niemieckimi i oni wspólnie te należne nam środki blokują. Jest to oczywisty rabunek w biały dzień. Tak naprawdę Unia Europejska to wehikuł interesów niemieckich oraz narzędzie do wzmacniania pozycji i roli Niemiec w Europie. Kiedyś to były czołgi, dzisiaj natomiast takim narzędziem walki jest w ich wydaniu tzw. praworządność i jest ona oczywiście tylko pretekstem. Tak więc w interesie Niemiec leży ustanowienie w Polsce takiego rządu, który byłby uległy wobec Berlina i Brukseli, który nie domagałby się reparacji wojennych i nie wzmacniał pozycji Polski, ale chronił interesy niemieckie. Dlatego też Niemcy sprzeciwiają się obecnemu rządowi, który stawia na Centralny Port Komunikacyjny w Polsce zamiast przyjąć ten we Frankfurcie.
Kolejnym elementem jest budowanie polskiej niezależności energetycznej, co wprost koliduje z interesami niemieckimi. Niemcy więc z przyczyn oczywistych chcą mieć w Polsce rząd uległy wobec siebie. Taki rząd zależny od Berlina pomagałby im przede wszystkim w przebudowie Unii Europejskiej w jedno sfederalizowane państwo z czołową rolą Niemiec. Do tego jest im potrzebne pozbawienie Polski suwerenności. Oni – jak zapewne wszystkim już wiadomo – widzieliby Polaków w roli zbieraczy szparagów i ogólnie taniej siły roboczej. Nie jest im na rękę sąsiad, który jest silnym i suwerennym krajem i chroni interesy własnych obywateli.
Także ten mechanizm warunkowości, przed którym my jako Solidarna Polska przestrzegaliśmy, a który został przyjęty na szczycie w Brukseli w grudniu 2020 pod wpływem żądań Angeli Merkel, dał Komisji Europejskiej ogromną władzę. Skutkiem tego wszystkiego jest obecnie szantaż ekonomiczny i upokarzanie Polski. Wszystko to, co mówiliśmy, niestety się sprawdza. Trzeba więc dzisiaj pilnować Polski i strzec interesów naszych obywateli bardziej niż kiedykolwiek.
I o to właśnie tutaj chodzi.
W żadnym wypadku nie chodzi natomiast o sądy i praworządność. To jest jedynie pretekst. Kiedyś były czołgi, a dzisiaj mamy tzw. praworządność i szantaż ekonomiczny. Unii Europejskiej, a mówiąc jeszcze bardziej wprost – Niemcom, chodzi o lewo-rządność. Ani unia ani Niemcy nie miały nigdy kompetencji dotyczących oceny polskiego sądownictwa i nadal ich nie mają. Wszystkie unijne, a więc niemieckie, ataki na Polskę w obszarze funduszy unijnych nie posiadają absolutnie żadnego uzasadnienia prawnego.
Czy te działania Unii Europejskiej, a właściwie Niemiec, można już wprost nazwać sankcjami na Polskę?
Dokładnie tak. To jest rabunek w biały dzień. To są działania gwałcące prawo i zwykłą elementarną przyzwoitość. To są więc już w tej chwili sankcje.
Przez ostatnie pięć lat Donald Tusk wiele zrobił dla Niemiec i nic nie zrobił dla Polski. On doskonale wie, że nie ma żadnych szans powrotu do władzy w sposób demokratyczny w uczciwych wyborach i dlatego szuka tego rodzaju środków, aby przy pomocy polityków niemieckich blokować Polsce pieniądze i w ten sposób próbować doprowadzić do zmiany władzy w naszym kraju. To są sankcje i tak należy to rozumieć i nazywać. Z tym dokładnie mieliśmy do czynienia przez ostatnie lata i mamy nadal.
Gramy o najwyższą stawkę i to jest kwestia polskiej racji stanu, żeby jasno stawiać na ochronę polskich interesów, a nie niemieckich. Z tego powodu decyzje powinny zapadać w Warszawie, a nie w Berlinie czy Brukseli. O to idzie cała gra i jest to obecnie bardziej potrzebne niż kiedykolwiek.
To są sankcje, ponieważ Niemcy chcą mieć uległy wobec siebie rząd w Polsce, który nie sprawiałby im problemów. Pamiętamy przecież słynną mowę Radosława Sikorskiego o tym, że Polska powinna być uległa wobec interesów niemieckich. To – można powiedzieć – jest credo działań całej Platformy Obywatelskiej.
W temacie Pana europosła Radosława Sikorskiego, to mnie osobiście jego działania i wypowiedzi bardziej przypominają współczesną ekonomiczno-polityczną wersję paktu Ribbentrop-Mołotow. Pan wspomniał o mowie uległości wobec Niemiec, ale ostatnio mieliśmy też podziękowania i wyrazy uznania z Moskwy po kuriozalnym wpisie na Twitterze, w którym dziękował on USA po uszkodzeniu gazociągów Nord Stream 1 i 2.
Polityka klimatyczna Unii Europejskiej to wprost jest polityka Putina wykonywana niemieckimi rękami. Ostatnio przecież ogólnoświatowe media amerykańskie pisały wprost, że ci wszyscy unijni aktywiści i działacze klimatyczni byli sowicie opłacani przez Moskwę.
Jeśli mówimy o tzw. ekologach, to przecież protesty przeciwko powstaniu kanału na Mierzei Wiślanej – jak informował w roku 2019 portal wPolityce.pl – były wprost finansowane przez rząd Niemiec. Jedna z organizacji tam protestujących „Eko–Unia” działa w koalicji „Ratujmy rzeki”, która to od Fundacji Batorego otrzymała 100 tys. złotych. „Eko–Unia” znana była m.in. z tego, że protestujący domagali zaprzestania wycinki drzew zaatakowanych przez kornika drukarza w Puszczy Białowieskiej.
Z przekopem Mierzei Wiślanej walczyła też bardzo aktywnie niemiecka Fundacja Heinricha Bölla, która oficjalnie działa pod kuratelą niemieckiego rządu i jest powiązana z partią „Zielonych”. Jak wynika z raportu za rok 2017, najwięcej pieniędzy otrzymuje ona z niemieckiego Federalnego Ministerstwa Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (BMZ), natomiast na drugim miejscu jest Ministerstwo Edukacji i Badań Naukowych Niemiec (BMBF). W sumie niemieckie instytucje państwowe wydały na tę fundację kilkadziesiąt milionów euro. No i tak wyglądają te protesty tzw. ekologów.
Dokładnie tak. To właśnie działania Putina polegały na blokowaniu jakiejkolwiek niezależności energetycznej Polski i były realizowane realizowane – podkreślę to jest raz - niemieckimi rękami. My mieliśmy kupować rosyjski gaz z niemiecką marżą.
Z tej wojny jest taka nauka, że trzeba było słuchać głosów Polski. My od zawsze mówiliśmy, że Putin się nie zatrzyma.
Jak jednak niestety widzimy, zwłaszcza w sprawach bezpieczeństwa energetycznego, Unia Europejska nadal nie wyciąga właściwych konsekwencji wobec Rosji, a Putin korumpował przecież całą Europę i niemiecką politykę gigantycznymi pieniędzmi pozyskiwanymi z gazu. Mówiąc wprost, Unia Europejska sama dobie wyhodowała i wykarmiła imperialistyczne monstrum, które dzisiaj stosuje metody stalinowskie, zabija dziennikarzy, neguje prawdy historyczne o zbrodniach ZSRR, napada na Gruzję i Ukrainę. Co więcej, pomimo tej wiedzy na temat rosyjskich zbrodni, Europa nadal prowadziła interesy z Putinem, choć doprowadziło to do uzależnienia gospodarek europejskich i ogromnych zysków dla Rosji. Taka jest prawda.
Pan minister już powiedział, że kiedyś dla Niemców bronią były czołgi, a obecnie mamy szantaże ekonomiczne czy też walkę o rzekomą praworządność. Jak można temu przeciwdziałać? Co możemy zrobić?
Jeśli chodzi o kwestie związane z energią, to w tym momencie mamy jedną rzecz. Otóż Polska obecnie traci finansowo na członkostwie w Unii Europejskiej z powodu unijnej polityki klimatycznej. Eurokraci wspierający proniemiecką politykę i Platformę Obywatelską chcąc bezprawnie i przy użyciu szantażu odebrać Polsce w 2023 fundusze z budżetu 2021-2027. Jaka może być na to odpowiedź? Bardzo prosta.
Rozwiązaniem jest zamrożenie płacenia składek i odrzucenie polityki klimatycznej Unii Europejskiej, czyli zawieszenie ETS. Mówił o tym bardzo wyraźnie w sobotę na konferencji programowej Solidarnej Polski Pan minister Zbigniew Ziobro. I to jest kierunek. Jeśli dzisiaj podatek EU ETS stanowi aż 60 procent ceny wytworzenia energii, to są to przecież ogromne pieniądze. Absolutnie należy więc zawiesić obowiązki Polski płynące z szaleńczej polityki klimatycznej Unii Europejskiej, zamrozić płacenie składki członkowskiej. Wtedy ceny energii od razu pójdą w dół. I to jest rozwiązanie, a my mamy takie narzędzie w ręku.
Odnosząc się do tej - w moim odczuciu - rzekomej polityki klimatycznej, to już w szkole podstawowej uczono nas przecież, że człowiek i zwierzęta oddychają tlenem wydalając do atmosfery dwutlenek węgla (CO2), którym z kolei oddychają rośliny i wytwarzają tlen, którym następnie my oddychamy itd. Może warto też dodać, że – jak z kolei wynika z badań naukowych – w czasach, kiedy żyły dinozaury, stężenie CO2 w atmosferze był nawet 3-5 razy większe, a roślinność dzięki temu była bujniejsza. Tak więc na zdrowy rozum, cała ta polityka dotycząca rzekomej redukcji CO2, kiedy po pierwsze wulkany wytwarzają go potworne ilości, a po drugie na przykład Chiny nic sobie z tego nie robią i budują kolejne elektrownie węglowe, wydaje się jednym wielkim oszwabianiem krajów europejskich.
Oczywiście. Cała ta polityka klimatyczna Unii Europejskiej została tak zaprogramowana, żeby nabijać kieszenie unijnych oligarchów, po prostu. Polska w 2022, a więc w roku bieżącym, straci na opłatach z tytułu ETS 20 miliardów złotych. Ten podatek energetyczny - nazwijmy to wprost - jest unijnym haraczem. Jak już wspomniałem, ten podatek stanowi dzisiaj nawet 60 procent ceny wytworzenia energii i 25-30 procent ceny ciepła – tak to się rozkłada. Te pieniądze muszą zostać w Polsce. Z tego właśnie względu ten unijny haracz należy zawiesić. I jako Solidarna Polska o to apelujemy.
Warto może też dodać, że przeciętna rodzina w Polsce płaci dzisiaj 1800 zł rocznie tego unijnego haraczu, a przyczyną tego jest pakiet ETS. Przeliczając na energię, są to 4 MWh. To są bardzo duże pieniądze i dla rodzin i dla budżetu naszego kraju. Tylko grupa PGE zapłaciła 12 miliardów złotych z tytułu tego podatku. Bełchatów z kolei płaci 1.3 milina złotych za 1 godzinę. Jak już powiedziałem Polska traci na tym około 20 miliardów złotych rocznie. Bankster gra, a Polacy tracą. Banki zarabiają na tych funduszach, oligarchowie unijni także. My jako Solidarna Polska taki stan rzeczy zwyczajnie się nie zgadzamy i temu właśnie służyła ostatnia konwencja. Podkreślamy, żeby ten unijny haracz bezwzględnie zawiesić.
Jak się wydaje dobrym ruchem ze strony polskiego rządu było zniesienie obliga giełdowego, które też wpływało na podwyższanie cen energii i spekulacje tymi cenami, ale to chyba za mało w obecnej sytuacji?
To jest zdecydowanie za mało, ponieważ za te wysokie ceny przede wszystkim – jak już mówiłem – odpowiedzialna jest polityka unijna. Bez zmiany naszego podejścia do tej kwestii absolutnie nic nie da się zmienić. Obowiązki polskie wynikające z unijnego pakietu klimatycznego są powodem drogiej energii i – podkreślę to jeszcze raz – ten haracz, jakim jest ETS – należy zawiesić.
Co by się stało, gdybyśmy Unii Europejskiej, czyli Niemcom, odpuścili? Co ryzykujemy?
Przede wszystkim stracilibyśmy suwerenność i decyzje byłyby podejmowane poza Polską – w Berlinie i Brukseli. Wszystkie wybory, cała polska demokracja i suwerenność zostałyby po prostu zniszczone. W Polsce byliby namiestnicy posłuszni Brukseli i Berlinowi. Politycy byliby wskazywani w sposób poza demokratyczny, a po demokracji pozostałoby jedynie wspomnienie. Wybory nie miałyby wtedy żadnego sensu.
Tak więc to wszystko, o co my Polacy walczyliśmy przez te wszystkie lata komuny, czego broniliśmy w trakcie II wojny światowej, z czego tak cieszyliśmy się w roku 1918 – to wszystko poszłoby w zapomnienie, ponieważ byłby to koniec demokracji i suwerenności nad Wisłą. Byłoby dokładnie tak, jak wtedy, kiedy nad Wisłą rządzili posłuszni obcym i wrogim Polsce interesom namiestnicy. Może nawet byłby to wręcz feudalizm.
Uprzejmie dziękuję za rozmowę.
