Wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński podzielił się w sobotę za pośrednictwem mediów społecznościowych informacjami, wedle których „Platforma Obywatelska dostała od Europejskiej Partii Ludowej pozwolenie, żeby poudawać w kampanii wyborczej ostry sprzeciw wobec nielegalnej imigracji”.

Informacje wiceministra potwierdziły się wczoraj rano, kiedy Donald Tusk opublikował w mediach społecznościowych nagranie, na którym mówił o konieczności ochrony polskich granic. Były szef EPL do tego się jednak nie ograniczył. Postanowił skrytykować Prawo i Sprawiedliwość za wpuszczanie na terytorium Polski zweryfikowanych przez służby migrantów tylko dlatego, że pochodzą oni z państw muzułmańskich.

Zmianę narracji szefa Platformy Obywatelskiej komentował dziś w programie „Sygnały Dnia” na antenie Jedynki Polskiego Radia minister Marcin Przydacz.

- „Myślę, że należy to ocenić w kontekście zbliżających się wyborów. Przewodniczący Tusk wie, że za chwilkę są wybory, wie, że większość Polaków w tym zakresie chce żyć w bezpiecznej Polsce, więc akurat dzisiaj mówi, że nie będzie wpuszczał migrantów, tak jak kiedyś mówił, że nie będzie podwyższał wieku emerytalnego, albo kiedyś obiecywał, że nie stara się o żadną fuchę w Brukseli”

- ocenił.

- „Wiarygodność tego typu deklaracji jest mocno ograniczona, bowiem jest uwarunkowana chęcią zdobycia głosów. A jak już zdobędzie te głosy, to wtedy dopiero się będzie zastanawiał, jakie decyzje będzie podejmował”

- dodał.

Wskazał przy tym na „zielone światło” od Niemiec.

- „Widziałem w internecie, że nawet i strona niemiecka, niemieccy politycy dali niejako zielone światło przewodniczącemu Tuskowi, aby na ten okres wyborczy mówił to, czego oczekują Polacy, a później to już się okaże”

- powiedział.