Z dziennikarzami skontaktowali się żołnierze z 14. Dywizjonu Artylerii Samobieżnej, którym przedłużono do czterech tygodni służbę na niebezpiecznym odcinku granicy, która wcześniej była zaplanowana na dwa tygodnie. Żołnierze podkreślają, że próbowali skłonić do interwencji dowódców, ale to się nie powiodło. Dlatego sięgnęli po ostateczny krok, jakim jest nagłośnienie sprawy w mediach.
- „Nie mamy nic przeciwko jeżdżeniu na granicę, ale potrzebujemy co jakiś czas po prostu odpocząć. A nasza brygada jest już do granic możliwości wyczerpana”
- opowiadają.
Podkreślają, że ich sytuację świetnie rozumieją dowódcy obecni na miejscu. Brakuje jednak działań ze strony wyższych przełożonych.
- „Żołnierze, z którymi rozmawialiśmy, twierdzą, że pracują w stanie stałego napięcia psychicznego, ponieważ codziennie spotykają się z agresją z drugiej strony. Opowiadają, że w trakcie ich pobytu na pasku, czyli na samej granicy, ludzie z drugiej strony płotu wystrzeliwują z proc kamienie, obrzucają ich konarami drzew czy wypełnionymi ekskrementami słoikami”
- relacjonuje Onet.
Żołnierze podkreślają, że wrogie działania podejmują nie tylko sami migranci, ale również funkcjonariusze białoruskich służb.
Jak natomiast ostatnie wydarzenia wpłynęły na postawę żołnierzy odpierających takie ataki?
- „Nie ma jednego dnia, żeby w jakimś miejscu nie było próby przejścia, a wtedy są w użyciu proce, kamienie. My wtedy zasłaniamy się tarczą albo używamy gazu. Mamy broń, mamy inne środki przymusu bezpośredniego, ale siedzi nam z tyłu głowy, że każde ich użycie może ściągnąć nam na głowę żandarmów, delikatnie mówiąc. No to wychodzi na to, że lepiej nam się odsunąć”
- mówią rozmówcy Onetu.
Żołnierze podkreślają, że sytuacja nie pozostaje bez wpływu na ich życie rodzinne.
- „Ludzie mieli zaplanowane wydarzenia rodzinne. Jeden z chłopaków miał wziąć ślub, inny ma chrzest dziecka, które się niedawno urodziło. Kolejny z naszych kolegów jeździ z chorą na raka matką na chemoterapie, nie ma go kto zastąpić”
- opowiadają.
Onet zwrócił się w tej sprawie do rzecznika prasowego 21. Brygady Strzelców Podhalańskich. Mjr Arkadiusz Wnęk przekazał, że zmianę przedłużono „ze względu m.in. na zaangażowanie żołnierzy dywizjonu w ćwiczenie eksperymentalne FEX-24 i w ćwiczenie taktyczne z wojskami PUMA-24” i podkreślił, iż żołnierze pełniący służbę na granicy przez dłuższy niż planowany okres, mogą wnioskować o urlopy okolicznościowe, aby załatwić sprawy rodzinne. Zapewnił, że dowództwo dba o „jak najlepsze warunki do wykonywania zadań służbowych, a także zapewnia czas na odpoczynek i rozwiązywanie spraw prywatnych”. Ponadto, wedle rzecznika, żołnierze mają „możliwość skorzystania z konsultacji i wsparcia psychologów wojskowych pełniących dyżur na granicy”.
Sami żołnierze odpowiadają, że wskazane przez rzecznika ćwiczenia nie wpływały na ich obecny pobyt na granicy. Co natomiast z urlopami?
- „Czasami dostajemy urlop nagrodowy, jeśli nasz bezpośredni przełożony wyrazi na to zgodę. Zazwyczaj to są dwa albo trzy dni, które bierzemy po powrocie z rotacji, żeby nie wracać natychmiast do jednostki, ale odpocząć w domu i zresetować głowę. Natomiast na granicy nie wchodzi w grę nic takiego jak urlopy okolicznościowe”
- podkreślają żołnierze.
Co do pomocy psychologa przyznają, że jest możliwość kontaktu telefonicznego.
- „Jeśli chodzi o osobisty kontakt, to nie wiemy, czy gdzieś w naszym rejonie stacjonuje jakiś psycholog. Na pewno nie mamy go tu na miejscu”
- wskazują.
Interwencja dziennikarzy miała jednak przynieść rezultat.
- „Po skierowaniu przez nas pytań prasowych do dowództwa, dowiedzieliśmy się od żołnierzy, że to zapowiedziało na 12 czerwca zrotowanie pierwszej grupy 65 żołnierzy. Dowództwo miało też zapowiedzieć przywrócenie w rejonie granicy urlopów okolicznościowych”
- czytamy.
