Jak już wielokrotnie wspominałem, obecny kryzys nie ma charakteru zwykłego cyklu koniunkturalnego - tak jak to było dotychczas. Przyczyny są strukturalne, które wydają się być nieusuwalne bez wprowadzania głębokich zmian.
Od czasów powojennych Niemcy na każdy cykl dekoniunktury miały zawsze tą samą odpowiedź: za wszelką cenę utrzymać miejsca pracy.
W realizacji tego celu związki zawodowe zgadzały się na zmniejszenie liczby przepracowanych godzin i co za tym idzie również zarobków, tylko po to by kiedy wróci koniunktura i zamówienia to rozbudowany przemysł mógł natychmiast dostarczyć zamówiony towar.
W tym czasie państwo "inwestowało" w wypłacenie zasiłków, by utrzymać konsumpcję i co za tym idzie zapobiec kompletnej utracie wpływów budżetowych.
Dodatkowo czas koniunktury wykorzystywano do polepszenia infrastruktury.
Jednak od piętnastu lat, po kryzysie finansowym z 2008 roku zaniechano tego dobrego rozwiązania na rzecz narzędzi jakie daje inżynieria finansowa, która umożliwiła wspólna waluta euro.
Były to zwiększanie bazy monetarnej oraz umożliwienie nadmiernego zadłużania się na rewelacyjnych warunkach pozostałych użytkowników wspólnej waluty.
Ta polityka pozwoliła niemieckiemu przemysłowi na utrzymanie wysokiego poziomu zamówień zagranicznych płynących właśnie z krajów, którym pożyczano.
Stosowanie przez EBC polityki zerowych stup procentowych powodowało nieustające zapotrzebowanie na konsumpcję niemieckich towarów.
W dzisiejszych realiach wydaje się, że użycie tej metody w celu uniknięcia kolejnego kryzysu staje się mało realne. Państwa takie jak Włochy, Hiszpania, Grecja i Francja przez politykę długotrwałego luzowania ilościowego mającego podtrzymać rozwój gospodarczy zostały doprowadzone do kresu ich możliwości zadłużania się.
Dodatkowym narzędziem utrzymania przewagi, jakie skutecznie wykorzystywały Niemcy była polityka unijna. Konkretnie chodzi o forsownie przepisów i rozwiązań, które faworyzowały niemiecki przemysł oraz utrzymywały jego stały wolumen zamówień.
Chodzi o wprowadzaną politykę klimatyczną, klasy emisji i wyśrubowane normy spalin emitowanych przez samochody.
Te narzędzia, choć nadal stosowane wydają się być niewystarczające by zapewnić przemysłowi płynność.
Przykładem takiej polityki jest również narzucenie wprowadzenia wysokiego podatku od aut spalinowych, w krajach wschodniej flanki unii europejskiej oraz w Polsce. Pomimo tego, że w Polsce mamy najuczciwszą formę opodatkowania pojazdów, bo opłata jest w cenie paliwa. Narzucone zostało nam dodatkowe opodatkowanie samego pojazdu. Wszytko to argumentowanie jest ekologią, a realnie ma doprowadzić do zwiększenia zamówień niemieckich pojazdów.
Jak na każdym z takich nierynkowych pomysłów - klimat, który ma być ratowany ucierpi najbardziej. Produkcja nowych pojazdów powoduje gigantyczny ślad węglowy, a stare pojazdy sprzedane z powodu nałożonego podatku będą jeździły i emitowały spaliny na Białorusi,.w Gruzji, Mołdawii czy w Ukrainie.
Powodem stagnacji u naszego zachodniego sąsiada jest dezindustrializacja mająca charakter strukturalny. Najbardziej uprzemysłowiony kraj Europy traci przewagi komparatywne oraz innowacyjność. Kolejnym problemem są wysokie koszty pracy. Tych problemów nie da się rozwiązać nie ingerując w układy zbiorowe z organizacjami związkowymi oraz bez silnego wsparcia politycznego.
Problem utraty konkurencyjności w najważniejszych gałęziach przemysłu, a nawet usług jest bardzo trudny do rozwiązania. Stąd próba ucieczki do przodu i chęć narzucenia centralizacji decyzji w obszarze polityki UE. Ten krok umożliwi kształtowanie rynku oraz polityki międzynarodowej, która będzie zarządzana w wąskim gronie reprezentującym interes narodowy najbardziej ludnego państwa. Nie jest to dla nas dobra wiadomość.
Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że nasze stosunki z Niemcami są obecnje najlepsze od 200 lat. Nie mamy wobec siebie otwartych roszczeń terytorialnych, nie jesteśmy w stanie okupacji ani wojny.
Jak rzadko bywało w naszej historii Niemcy przyznają nasze prawo do politycznej suwerenności oraz uznają nasze granice. Partnersko współpracujemy w wielu obszarach, a na poziomie gospodarki stosunki są wręcz rewelacyjne.
Dlatego problemy ekonomiczne naszego najważniejszego partnera jeśli chodzi o obroty handlowe są także naszymi problemami i jako państwo będziemy musieli się z nimi zmierzyć.
Zakładając ambicje Polski by wzmacniać potencjał gospodarczy okaże się, że słabnący ekonomicznie niemiecki partner nie w pełni realizuje nasze interesy. Model oparty na dostarczaniu tanich produktów na rynki Europy zachodniej zdaje się być niewydolny. Do zachowania wzrostu na są a gospodarka będzie zmuszona do przeorientowania, co oznacza poszukiwanie nisz i lukratywnych rynków, na których od lat zarabiają koncerny z zachodniej Europy. Ten fakt automatycznie wpędza nas na kurs kolizyjny z największymi graczami w Unii Europejskiej.
Jednak nie tylko gospodarka Niemiec jest niewydolna. Poważne wyzwania są także w szeroko rozumianym systemie socjalnym. Przestał on pełnić funkcję wspierania ludzi w trudnej sytuacji życiowej, a stał się sposobem na życie. Ten fakt w połączeniu z liberalną polityką migracyjną spowodował znaczny przyrost osób będących na utrzymaniu państwa niemieckiego.
Na chwilę obecną nic nie wskazuje by obecne elity rządzące w Niemczech miały pomysł na rozwiązanie opisanych kwestii. Zdolności do podejmowania decyzji o charakterze rozwojowym nie ma przede wszystkim rząd RFN. Szeroka światopoglądowo koalicja na której czele stoi kanclerz Olaf Scholz składa się z socjaldemokratów (SPD), Zielonych i liberałów (FDP). Koalicja o tak szerokim spektrum ideowym nie ma możliwości skutecznego sprawowania rządów, a co najważniejsze zdolności do podejmowania kluczowych decyzji. Na dodatek taka koalicja nie ma także poparcia społecznego, które w demokracji jest niezbędne do skutecznego sprawowania władzy. W prawdzie rząd dysponuje artystyczną większością 417 z 737 posłów, ale nie przekłada się to na poparcie społeczne takiej koalicji, które w ostatnich badaniach jest na poziomie jedynie 23%. Z tego odsetek bardzo zadowolonych z rządu był na poziomie 1%.
Taki jest fenomen szerokich ideowo koalicji, po prostu nie są one demokratyczne. W przypadku koalicji rządzącej w Niemczech suma głosów jaką dysponowały wszystkie partie polityczne tworzące rząd wynosiła 56,7%.
Problem polega na tym, że nie tak się między realne poparcie. W prawdziwej demokracji mandat społeczny nie jest artystyczną sumą % głosów uzyskanych przez poszczególne partie tylko faktyczny stan akceptacji społeczeństwa gdyby partie te od początku tworzyły jeden komitet wyborczy w tym samym składzie jaka jest koalicja.
W tym przypadku zamiast artmetycznych 56,7% tak skonstruowana koalicja rządząca uzyskała by jedynie 23% głosów.
Gdyby stricte stosować mechanizm demokratyczny to rząd RFN nie ma wystarczającego mandatu do sprawowania władzy i na tym polega jego bezwładność.
Notabene w Polsce sprawa ma się podobnie. Po wyborach władze chce przejąć koalicja, która posiada artmetyczną większość,.ale budując bardzo szeroki blok światopoglądowy nie będzie miała realnego poparcia, niezbędnego do sprawowania władzy w sposób demokratyczny.
Polityka to nie matematyka.
