Rząd przedstawił w ubiegłym tygodniu ustawę, która ma wprowadzić limity cen energii elektrycznej dla gospodarstw domowych (693 zł/MWh) oraz małych i średnich firm, odbiorców wrażliwych i samorządów (785 zł/MWh). Projektem tym ma się teraz zająć Sejm. Jak się szacuje, koszt przedsięwzięcia ma wynieść około 19 mld zł. Niektórzy eksperci podają jednak, że takiego obciążenia mogą nie wytrzymać mniejsi polscy dostawcy energii. Z uwagi na wcześniej zawarte umowy może dojść do sytuacji, że będą musieli sprzedawać dużo taniej niż wyniosła ich cena kupna.
Dostawcy działają na zupełnie innych zasadach niż wytwórcy, co zdaniem ekspertów stawia ich w dużo trudniejszej sytuacji. W związku z tym powinni być ujęci w ustawie ze wzgląd na ochronę konkurencyjności rynku. W innym wypadku wynikające z tego obciążenia dla najmniejszych podmiotów mogą okazać się katastrofalne w skutkach.
Z uwagi na wcześniej zakontraktowane zakupy prądu na kolejny rok pojawia się kwestia rekompensat, którą zauważyło także samo Ministerstwa Aktywów Państwowych (MAP).
"Szacowany poziom strat dla spółek obrotu wynikający z różnicy ceny pomiędzy kosztami wynikającymi z zawartych kontraktów a ceną maksymalną może wynieść nawet kilkanaście miliardów złotych, z czego największą część będą stanowić straty spowodowane na sprzedaży energii dla gospodarstw domowych" - napisał wiceminister aktywów państwowych Karol Rabenda.
W ocenie wiceministra, "z całą pewnością przewidywane w projekcie ustawy, rekompensaty odnoszące się do notowań Rynku Dnia Następnego, nie pokryją kosztów realizacji zawartych już kontraktów z odbiorcami, które były zawierane w innych okolicznościach rynkowych".
Z uwagi na brak możliwości wypowiedzenia zawartych kontraktów giełdowych oraz ze względu na model rekompensat nie pozwalający na odzyskanie kosztów zakupu energii poniesionych na rynku hurtowym, przedsiębiorstwa energetyczne wygenerują znaczne straty oraz odnotują negatywne przepływy pieniężne, które mogą doprowadzić do braku zdolności wykonywania zobowiązań i w konsekwencji do upadłości niektórych przedsiębiorstw energetycznych, podkreślił.
Notowania indeksów Rynku Dnia Następnego po ostatnich zmianach rozporządzenia systemowego w zakresie ograniczenia wartości ofert na Rynku Bilansującym, cechują się niższą ceną zawieranych kontraktów niż notowania na indeksach Rynku Terminowego, które muszą uwzględniać okoliczności dostaw energii w przyszłości.
Średnioważona wolumenem cena Rynku Terminowego notowana w 2022 roku (indeks BASE_Y_23) wyniosła 1.154,46 zł natomiast aktualna cena spot (Rynek Dnia Następnego notowany w październiku br., 80% TGE Base + 20% TGE Peak), która ma być podstawą do wypłaty rekompensat wyniosła 589,82 zł.
– Szoki związane z cenami energii przetaczają się już teraz przez gospodarkę, a ich skutki będą trwać jeszcze przez 2- 3 lata. Wówczas może dojść do wyeliminowania wąskich gardeł w szeroko pojętym systemie energetycznym Europu – uważa ekonomista Banku Pekao Piotr Bartkiewicz. Dodaje też, że powstrzymanie wzrostu cen może wyeliminować popyt na energię.
