Fronda.pl: Rząd Donalda Tuska dość szybko powrócił do znanej z lat 2007-2015 strategii siłowego tłumienia społecznych protestów. Czy uważa Pan, że wejdzie ona do praktyk również obecnego gabinetu Donalda Tuska, także w odniesieniu do potencjalnych protestów po spodziewanym siłowym przejęciu przez obecną władzę Trybunału Konstytucyjnego?

Marcin Warchoł (poseł Suwerennej Polski, b. minister sprawiedliwości): Rzeczywiście, rząd Donalda Tuska nie potrzebował zbyt wiele czasu, by przypomnieć Polakom praktyki stosowane przez Tuska podczas poprzedniego okresu sprawowania przez niego władzy w naszym kraju. A przypomnijmy sobie, że mieliśmy przecież wówczas do czynienia z używaniem przez lidera Platformy Obywatelskiej przemocy i represji na gigantyczną skalę. Działo się to w odniesieniu do rolników, górników, kibiców, transportowców oraz innych protestujących grup społecznych. Tamta „Zielona Wyspa” Donalda Tuska okazała się być wyspą dramatów i tragedii wielu zwykłych ludzi. Natomiast teraz znów zaczynamy obserwować powtórkę z rozrywki. Przedwyborczych „100 konkretów” Tuska okazało się być z setką kłamstw i pustych obietnic. Zamiast tego nowa władza serwuje nam przemoc. Donald Tusk sprawia wrażenie osoby, która od stosowania tej przemocy jest wręcz uzależniona.

W obecnej kadencji zaczęło się od siłowego zamachu na media publiczne. Tusk zrobił to po to, aby te nie patrzyły mu na ręce. Potem widzieliśmy zamach na prokuraturę, dokonany przez szefa rządu głównie po to, aby móc chronić swoje środowisko polityczne oraz prześladować opozycję. A teraz również w odniesieniu do polskich rolników Donald Tusk zamiast iść w kierunku dialogu, postanowił tradycyjnie posłużyć się policyjną pałką. 

Warto przy tej okazji zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz. Otóż, o ile w tamtej rzekomo „niepraworządnej” Polsce, rządzonej przez Zjednoczoną Prawicę, agresywna uliczna aktywistka - „babcia Kasia” mogła bezkarnie bić i ubliżać policjantom, to w „uśmiechniętej Polsce” Tuska nie wolno nawet stać z polską flagą, bo grozi to represjami ze strony policji, jak mieliśmy tego przykład podczas protestów rolniczych, gdy funkcjonariusze brutalnie atakowali za tego rodzaju patriotyczne „przestępstwo”. Natomiast w aspekcie propagandowym, w tamtej „niepraworządnej” Polsce dzicz atakująca i niszcząca polskie kościoły - to byli oświeceni demokraci, broniący wolności. A w uśmiechniętej Polsce pod rządami Koalicji 13 grudnia, polscy rolnicy broniący polskiego chleba to już „prowokatorzy” i „chuligani”.

Wychodzi więc na to, że tamta „niepraworządna” Polska była jednak w rzeczywistości oazą wolności i przestrzegania praw obywatelskich, podczas gdy ta rzekomo przywracająca praworządność Polska Tuska to w istocie brutalny reżim depczący podstawowe prawa człowieka. I co gorsza możemy się tutaj spodziewać eskalacji. 

Jeśli natomiast chodzi o kwestię Trybunału Konstytucyjnego to obóz Donalda Tuska prze tu po prostu do wyłączenia ostatniego bezpiecznika chroniącego polskich obywateli przed jego dyktaturą. Bo to właśnie Trybunał Konstytucyjny jest dla obywateli sprzeciwiających się władzy ostatnią deską ratunku. Trybunał Konstytucyjny unieważnia bowiem nie tylko wszystkie antynarodowe i antyobywatelskie prawa ustanawiane przez koalicję Tuska, ale również te, które płyną do nas z Unii Europejskiej. Tyle, że Donald Tusk tego rodzaju sprzeciwu wobec realizowania przez niego w Polsce planów Berlina i Brukseli, akceptować oczywiście nie ma zamiaru i dlatego chce Trybunał Konstytucyjny zniszczyć, ubezskuteczniając jego działanie.

Premier Tusk uczestników rolniczych protestów nazwał „chuliganami”. Nie brak głosów, że rozbijanie protestów rolniczych oraz tworzenie negatywnego wizerunku polskich rolników jest potrzebne obecnemu rządowi do zmniejszenia poparcia społecznego dla rolników oraz ich postulatów. Czy możemy się spodziewać, że tego rodzaju zohydzanie niewygodnych grup społecznych będzie charakterystycznym rysem tej władzy?

Oczywiście że tak. Będziemy teraz obserwowali całą kampanię nienawiści wymierzoną w te grupy społeczne, które ośmielą się walczyć o swoje prawa. Przypomnijmy sobie w jaki sposób zohydzani byli polscy kibice przez reżim Tuska w poprzedniej kadencji sprawowania przez niego władzy. Teraz też rząd Tuska będzie starał się za wszelką cenę zakłamywać rzeczywistość oraz spychać odpowiedzialność na protestujących. Donald Tusk jednak zapomniał, że żyjemy już w zupełnie innej rzeczywistości aniżeli w latach 2007-2014.  A prowokacje, jakie miały miejsce podczas protestu polskich rolników każdy może dziś obejrzeć w mediach społecznościowych.

Obecny szef rządu ma też wiele innych problemów. Choćby taki, że jak wynika z badań ponad 80 proc. wyborców Trzeciej Drogi chce budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego. Zresztą Tusk chcąc nie chcąc będzie jednak musiał pogodzić się z faktem, że przez ostatnie 8 lat Polacy podnieśli głowy i mają już zdecydowanie większe wymagania od władzy. Już nie zadowolą się rolą przysłowiowych zbieraczy szparagów w Niemczech. Donaldowi Tuskowi nie będzie więc już tak łatwo, jak w poprzednim okresie sprawowania rządów w naszym kraju. Sytuacja bowiem w bardzo istotnym stopniu się zmieniła. Obywatele już na pewne rzeczy nie pozwolą, a kolejne grupy społeczne będą się upominać o swoje prawa, buntować oraz  wychodzić na ulicę. Dla Tuska natomiast każdy protest jest okazją do demonstrowania przemocy i brutalności. Jak więc widać, również w tej nowej odsłonie rządów Donalda Tuska, bardzo szybko opadły maski, szybko poszło.

Za 8 miesięcy odbędzie się kolejny Marsz Niepodległości. Czy tutaj też należy się spodziewać policyjnych prowokacji i napiętej sytuacji wokół tego ważnego, patriotycznego wydarzenia?

Pamiętamy wszyscy spaloną budkę strażniczą pod ambasadą rosyjską w trakcie Marszu Niepodległości w 2013 roku. A potem z nagranej latem 2014 roku w restauracji „Sowa i przyjaciele” rozmowy pomiędzy ówczesną wicepremier w rządzie Donalda Tuska - Elżbietą Bieńkowską a ówczesnym szefem CBA Pawłem Wojtunikiem dowiedzieliśmy się, że polecenie spalenia tejże budki wydał nie kto inny jak ówczesny szef MSW w rządzie Tuska - Bartłomiej Sienkiewicz. Widzimy więc, do jakich działań i do jakich prowokacji ta władza zdolna jest się posunąć. Absolutnie nie można zatem wykluczyć, że również podczas zbliżającego się, tegorocznego Marszu Niepodległości będziemy mieli do czynienia z prowokacjami ze strony służb podległych władzy Donalda Tuska. Zresztą z solidną próbką tego rodzaju działań mieliśmy do czynienia już teraz, podczas protestów rolniczych.

Czy Pana zdaniem premier Tusk poprzez podejmowane przez siebie działania, gra w rzeczywistości na osłabienie wewnętrzne Polski oraz maksymalne spolaryzowanie naszego społeczeństwa? I czy nie jest to zarazem działanie w interesie niektórych zachodnich krajów unijnych, dla którym wzrost znaczenia Polski jest zdecydowanie nie na rękę?

Nie jest im na rękę nie tylko wzrost znaczenia Polski, ale również polskie inwestycje. Ekonomiści już alarmują że spada zainteresowanie inwestorów naszym krajem. Podczas gdy za rządów Zjednoczonej Prawicy mieliśmy do czynienia z rekordowym poziomem tychże inwestycji. Nasza gospodarka rozwijała się wówczas w tempie nieprawdopodobnie szybkim, a bezrobocie mieliśmy jedno z najniższych w całej Unii Europejskiej. Polska przestała być krajem drugiej prędkości i wyrastała na silnego gracza unijne.

Wszystko to niewątpliwie stanowiło zagrożenie dla gospodarki niemieckiej, dla której silna Polska jest zwyczajnie niewygodna. W zamyśle naszych zachodnich sąsiadów bowiem, Polska ma być dla nich wyłącznie dostarczycielem taniej siły roboczej oraz wygodnym rynkiem zbytu dla ich eksportu. Dodajmy też, że realizacja planów unijnych będzie dla Polski katastrofalna i doprowadzi w krótkim czasie nasze społeczeństwo do bankructwa. Co niewątpliwie będzie na rękę Niemcom.

Polacy pod rządami premiera polskiej biedy - Donalda Tuska niestety nie będą musieli długo czekać na to, aż ta bieda do nas znów powróci. I dlatego właśnie zafundowano nam rządy Tuska, który w interesie na pewno nie polskim, zatrzyma rozwój naszego kraju i zdestabilizuje sytuację w Polsce. Miejmy jednak nadzieję, że Polacy szybko się z tego wszystkiego otrząsną i pokażą liderowi Koalicji 13 grudnia czerwoną kartkę. A będzie ku temu okazja już podczas najbliższych wyborów samorządowych, potem również podczas wyborów do Parlamentu Europejskiego oraz na urząd prezydenta RP. Będą to naprawdę bardzo ważne wybory.

Bardzo dziękuję za rozmowę.