Mariusz Paszko, portal Fronda.pl: Jak by Pan poseł skomentował wczorajsze wydarzenia związane z tzw. uchwałą kagańcową wymierzoną w Telewizję Polską.
Marek Jakubiak, poseł Prawa i Sprawiedliwości: Uchwały są powołane zupełnie do czego innego. One są okolicznościowe, to jest oddanie komuś szacunku, to jest raczej sfera taka bardziej intelektualna pracy Sejmu. Natomiast merytoryczna praca władzy ustawodawczej zawsze przynosi efekt w postaci ustawy. I to jest nasze narzędzie do sprawnego sprawowania rządu w Polsce. I od tego jest Sejm. Tutaj natomiast mamy do czynienia z próbą wprowadzenia do obrotu prawnego nowych określeń, nowych definicji, których do tej pory nie było i w Konstytucji nie są przewidziane. Źródłem prawa bowiem są ustawy i Konstytucja. Nie ma innych źródeł prawa w Polsce. Te wszystkie uchwały, które prawnicy Donalda Tuska sobie wymyślili i on sam, są po prostu sferą takiej – powiedziałbym – fikcji literackiej, która chce być usankcjonowana prawnie.
W mojej opinie – mówiąc dosadnie – to nie przejdzie, ponieważ na bazie jakiego prawa chcą oni dokonywać zmian. Z całą pewnością nie mogą tego robić uchwałami. Myślę też, że wszyscy sobie zdają sprawę – szczególnie profesorowie prawa, którzy uczą litery prawa - z tego, że teraz przynajmniej kilka tysięcy adeptów i studentów wydziałów prawnych, otwierają wielkie oczy i zadają sobie pytanie, czy do tej porty ich profesorowie kłamali, czy też źle ich uczyli.
Wszyscy wiemy, jak prawo działa i jak się je kształtuje, ale ta falandyzacja, która idzie ciągle o krok do przodu, doprowadzi – jeśli to dalej się tak będzie toczyło – do anarchii. Prawo nie będzie miało wtedy żadnego znaczenia, a obowiązywałoby jedynie prawo silniejszego. Myślę, że wracamy – mówiąc bardzo dosadnie - do ery kamienia łupanego.
Czy te wszystkie działania Donalda Tuska służą wyłącznie temu, żeby przejąć kontrolę nad wszystkimi mediami tak, żeby Tusku i jego rządzie mówiło się tylko pozytywnie, a niewygodne tematy i pytania pomijało?
Te wszystkie działania Tuska wskazują na to, że on w rozpaczliwy sposób stara się zrobić co może, żeby jak najwięcej pod swoje skrzydła spraw wciągnąć. Widzę też, że on nawet nie ma do końca zaufania do swoich koalicjantów, bowiem do większości ważnych resortów powtykał swoich pretorianów, zapewne jako obserwatorów czynności wykonywanych, na przykład w Ministerstwie Obrony Narodowej. Tyle tylko, że to jest zgodne z prawem. Jeśli chodzi natomiast o przejmowanie telewizji, to tam jest jasna i klarowna procedura przyjęta ustawą i ustawą trzeba to zmienić, jeżeli chce się telewizję przejmować. Oni natomiast przewidują, że prezydent będzie to wetował i z tego właśnie względu zaczynają działać po omacku i agresywnie. A jak to się skończy, to zobaczymy, bo do tej pory w Rzeczpospolitej tylko raz się to skończyło Przewrotem Majowym, co kosztowało kilkaset istnień ludzkich. Nie chciałbym więc, aby w tym kierunku to wszystko szło, żeby ludzie musieli Tuskowi na ulicach wytłumaczyć, że prawa trzeba przestrzegać.
Za poprzednich rządów ekipy Tuska mieliśmy najazd na redakcję tygodnika „Wprost” i wyszarpywanie redaktorowi Sylwestrowi Latkowskiemu laptopa przez nasłane służby podległe tamtemu rządowi. Mieliśmy protesty kibiców i rymowanki, jak się skończą rządy Tuska i tak się skończyły. Czy to oznacza, że Tusk nie nauczył się od samego Tuska niczego z tego poprzedniego okresu?
Panie Redaktorze, to pytanie podsumuję tylko jednym stwierdzeniem: w wieku 66 lat ludzie już się nie zmieniają. Tak więc po Tusku nie ma się co spodziewać niczego innego poza tym, czy kim, Tusk jest. Ciągłe oczekiwanie nowych rezultatów, kiedy robi cały czas to samo, zakrawa naprawdę na – że tak to określę – objawy szaleństwa.
Mieliśmy wczoraj bulwersujące wydarzenie z udziałem dziennikarza „Gazety Wyborczej” Wojciecha Czuchnowskiego, próbującego wejść do siedzimy TVP. Jakby to Pan Poseł skomentował?
Trzeba powiedzieć, że Pan Czuchnowski jest człowiekiem bardzo sprawnym. Działa natomiast na rzecz tylko jednej strony i nawet dziennikarstwo swoje prowadzi w tym właśnie kierunku. Według mnie on jest już bardziej politykiem niż dziennikarzem.
Te metody stosowane przez ekipę Donalda Tuska – mówiąc wprost – bolszewickie, określane są jako „wzmożenie rewolucji”.
Czy uważa Pan Poseł, że jedyną formą powstrzymania tych totalitarnych zapędów na przejęcie mediów publicznych są protesty społeczne w ich obronie i czy Prawo i Sprawiedliwość posiada taki potencjał w Polakach? Po rządach Zjednoczonej Prawicy Polakom żyje się znacznie zasobniej, a więc – mówiąc bardzo obrazowo – dopóki ludzie mają co włożyć do garnka, to czy będą wychodzić na ulice i protestować w obronie wolności słowa?
Dla Prawa i Sprawiedliwości jest to moment bardzo ważny, ponieważ jeśli stracą Telewizję Publiczną, to przestaną się kontaktować ze społeczeństwem. W związku z tym Tusk – a trzeba powiedzieć, że jest w tym dobry – będzie mógł za pomocą różnych publicznych konfabulacji zwyczajnie mataczyć. W konsekwencji za pomocą nieprawdy będzie mógł wizerunkować świat.
Według niego nic złego się nie dzieje w Unii Europejskiej. Nikt też w jego opinii nie chce jej centralizacji, że to są wręcz wymysły. Tyle tylko, że proces centralizacji w Brukseli postępuje, a Tusk tylko mówi, że się nie zgadza, a jak przychodzi co do czego, to jest posłuszny Berlinowi i eurokratom.
Uprzejmie dziękuję Panu Posłowi za rozmowę.
