Fronda.pl: Sytuacja na granicy polsko-białoruskiej ulega zaostrzeniu, a migranci coraz agresywniej zachowują się wobec broniących granicy funkcjonariuszy. Za rządów Zjednoczonej Prawicy opozycja i związane z nią media nieustannie „informowały” o rzekomo brutalnych i nielegalnych działaniach polskich pograniczników. To jak w końcu jest w rzeczywistości? Czy wyborcy obecnej ekipy rządzącej oraz wyborcy niezdecydowani faktycznie uwierzyli w alternatywną rzeczywistość tworzoną przez sprzyjające Koalicji Obywatelskiej media?

Michał Dworczyk, poseł na Sejm z ramienia PiS, kandydat PiS do Parlamentu Europejskiego: Dziś wyraźnie widzimy, że wszystkie narracje godzące w dobre imię polskich strażników granicznych były niczym innym tylko narzędziem walki politycznej ówczesnej opozycji. Przecież swoimi działaniami wprost przyznaje to de facto premier Donald Tusk. Za czasów rządów PiS mówił o „biednych ludziach”, którym trzeba pomagać. Dziś biedni ludzie zniknęli? Dopiero dziś pojawili się migranci wykorzystywani przez reżim Łukaszenki jako element agresywnej prowokacji i wojny hybrydowej? Trzeba być bardzo łatwowiernym lub zapatrzonym obóz obecnej władzy, by nie dostrzegać hipokryzji w działaniach wcześniejszych i obecnych. Wierzę jednak głęboko, że Polacy w zdecydowanej większości tę obłudę dostrzegają i dadzą temu wyraz już niebawem, podczas wyborów do Parlamentu Europejskiego, które odbędą się 9 czerwca.

Zaskakuje także niejasne podejście obecnej władzy do paktu migracyjnego. Środowisko Zjednoczonej Prawicy od początku wskazuje na ryzyka i zagrożenia związane z tym paktem. Donald Tusk tymczasem najpierw pozornie wetuje Pakt, a zakulisowo udziela mu pełnego poparcia. Jak poinformowała KE, jednomyślna decyzja o przyjęciu paktu zapadła już w II połowie grudnia. Czy Tusk ponownie jawnie okłamuje Polaków, obiecując jedno, a w rzeczywistości robiąc zupełnie co innego?

Spójrzmy na fakty. Pakt migracyjny w obecnej formie został przyjęty między innymi głosami europosłów, którzy w 2019 roku zostali wybrani z list Koalicji Obywatelskiej. Rząd Platformy Obywatelskiej pod przywództwem Ewy Kopacz nie czynił nic, by przeciwstawiać się kilka lat temu przymusowej relokacji migrantów. Posłusznie zgadzano się wtedy na politykę godzącą w polską wolność samostanowienia. Biernie przyzwalano na realizację celów wypływających jednoznacznie z interesów niemieckich. Nie przypominam sobie także, by Donald Tusk jako przewodniczący Rady Europejskiej własną piersią bronił Europy przed relokacją migrantów. Wziąwszy to wszystko pod uwagę, jak można traktować poważnie jakiekolwiek zapewnienia obecnego rządu o sprzeciwie wobec paktu migracyjnego? Z tego względu w kolejnej kadencji Parlamentu Europejskiego każdy głos rozsądku, każdy głos broniący polskiej racji stanu, będzie na wagę złota.

Czy uważa Pan, że spora część wyborców niezdecydowanych może wreszcie przejrzeć na oczy i przekonać się, że rzeczywistość nie jest taka, jak rysują ją media prorządowe, a polskim granicom grozi realne hybrydowe zagrożenie ze strony Białorusi i Rosji?

Myślę, że wielu Polaków od dawna ocenia sytuację na granicy polsko-białoruskiej w sposób rozsądny. Polacy zdają sobie sprawę z zagrożeń płynących z wojny hybrydowej toczonej przez Rosję i Białoruś. Oczywiście my w kampanii wyborczej od początku zwracamy uwagę wyborców na zagrożenia w obszarze bezpieczeństwa, przed jakimi dziś staje nasza ojczyzna. Nie tylko na kryzys graniczny, ale także na to, że dziś w dobie nieustannego zagrożenia ze strony rosyjskiego neoimperializmu Polska musi skupiać się na budowaniu swojego potencjału obronnego, rozbudowie armii, wzmacnianiu możliwości produkcji amunicji. Nie bez przyczyny niedawno złożyliśmy uchwałę wzywającą rząd do wypowiedzenia traktatu ottawskiego, co dałoby Polsce możliwość powrotu do produkcji min. Dziś na wielu polach trzeba dbać o rozwijanie naszej obronności. Drogą ku temu jest także walka o unijne fundusze, a przecież niebawem UE przeznaczy ok. sto miliardów euro na wzmacnianie obronności krajów kontynentu. O te środki trzeba zabiegać. Aktywnie i odważnie. Mając na uwadze polską rację stanu. I my to zrobimy.

Paliwo polityczne dla rządu Tuska w postaci „rozliczania PiS” szybko się kończy. Czy uważa Pan, że zwycięstwo w wyborach do Parlamentu Europejskiego stanowić będzie jeszcze większy wiatr w żagle dla obozu Zjednoczonej Prawicy, który uda się przekuć na sukces w wyborach prezydenckich, a w dalszej perspektywie na odzyskanie władzy?

Dziś skupiamy się tylko na wyborach do Parlamentu Europejskiego, zwycięstwo w nich to podstawowy cel. Do kolejnych wyborów jeszcze daleka droga, ale bez wątpienia z każdym kolejnym miesiącem wszelkie narracje uderzające w PiS będą coraz mniej skuteczne. Z prostego powodu – wyborcy, także sympatycy obecnej koalicji rządzącej, będą coraz mniej zainteresowani przeszłością, a coraz bardziej będą się martwić teraźniejszością i przyszłością. To zresztą już się dzieje. Podwyższenie VAT na żywność, czy usunięcie tarczy energetycznej, które odbije się na portfelach Polaków to raczej nie są decyzje, z których obywatele byliby zadowoleni. Nie mam wątpliwości, że im więcej czasu upłynie, tym trudniej obecnemu rządowi będzie wytłumaczyć ludziom, czemu Polska miała być uśmiechnięta, a daleko jej do zadowolenia.

Jak środowisko Zjednoczonej Prawicy ma zamiar przeciwdziałać w Europarlamencie szkodliwym dla Polski i całej Europy projektom, takim jak pakt migracyjny, czy Zielony Ład? Czy Parlament Europejski może stać się platformą dla reprezentacji i walki o narodowe polskie interesy?

Kluczowe w najbliższych wyborach, w kontekście całej Europy, będzie to, jak wielu znajdzie się w Parlamencie Europejskim polityków myślących trzeźwo, przeciwnych szkodliwym reformom. Arytmetyka parlamentarna w Brukseli może ulec daleko idącym przekształceniom. Narzucanie szalonych pomysłów ideologicznych, czy regulacji szkodliwych dla gospodarki może być dużo trudniejsze. Tak naprawdę dziś decyduje się, jak będzie wyglądać kolejnych pięć lat dla Europy, a także dla Polski. Już 9 czerwca Polacy będą mogli sobie odpowiedzieć, czy chcą Unii, która szanuje naszą niepodległość, czy Unii federacyjnej, funkcjonującej pod dyktatem Niemiec. Czy chcą Unii przeżartej neoliberalnymi niczemu niesłużącymi ideami, czy takiej, która poważnie wychodziłaby naprzeciw realnym problemom, z bezpieczeństwem na czele. Dla mnie odpowiedź jest tylko jedna – Silna Polska i Bezpieczna Europa.