Jak dodał białoruski satrapa, Polska powinna „modlić się”, aby Białorusini dbali o najemników, bo inaczej ci „wybiorą się do Warszawy i Rzeszowa”.
- Chłopcy wyposażeni na wojnę. Mają urazę, bo wielu okaleczonych, zabitych. Oni, co? Przebaczą? Nie przebaczą. Toteż niech Polacy się modlą, żebyśmy tu ich trzymali, jakoś dbali o nich. W przeciwnym razie, gdyby nie my, przeniknęliby przez granicę i nie trzeba mówić, jak roznieśliby Warszawę i Rzeszów. Więc narzekać na mnie nie mają co, niech dziękują – powiedział we wtorek wasal Putina.
Próbował też tworzyć – najwidoczniej na potrzeby białoruskiej i rosyjskiej opinii publicznej – alternatywną rzeczywistość, jakoby „Polska wpadła w szał, że rzekomo przyjeżdża tu jakiś oddział, aż sto osób”.
W swoim wystąpieniu białoruski satrapa jednocześnie zaprzeczał i potwierdzał doniesienia o możliwości przerzutu najemników na polską granicę.
- Żadne oddziały Prywatnej Spółki Wojskowej „Wagner” nie przemieszczały się w tamtym kierunku. A jeśli się przemieszczały, to tylko po to, by przekazać swoje doświadczenie bojowe brygadom ześrodkowanym w Brześciu i Grodnie. Muszę szkolić żołnierzy. Wojsko, które się nie bije, to jak półwojsko – mówił w uniesieniu Łukaszenka.
