Łukaszenka spotkał się z pracownikami państwowej firmy oponiarskiej Biełszyna w Bobrujsku. Stwierdził wówczas, że Ukraińcy będą jeszcze prosić Białoruś i Rosję o ochronę przed Polakami, którzy mają dążyć do oderwania zachodniej części Ukrainy i przyłączenia jej do Polski.

- Będziemy musieli zareagować. Bo nie możemy w ogóle pozwolić, by Polacy nas otoczyli. To niebezpieczna opcja. A ja kiedyś powiedziałem: Ukraińcy też poproszą nas i Rosjan, żebyśmy pomogli im zachować integralność. Żeby im nie oderwali - mówił baćka.

Jego zdaniem do rozbioru Ukrainy popychają Polskę Stany Zjednoczone, których wojska stacjonują na polskiej ziemi.

- Widzimy to. Dlatego muszę utrzymywać siły zbrojne w pogotowiu zarówno na zachodzie, jak i na południu. Umieściłem dziesięć jednostek wzdłuż granicy za plecami pograniczników, żeby nie wleźli się na Białoruś. A były takie pomysły - mówił Łukaszenka.

Baćka przestrzegł także Ukrainę przed atakowaniem rosyjskich miast. Zapowiedział, że gdyby Ukraina otrzymała od zachodu broń dalekiego zasięgu i wykorzystała ją do ataku na miasta w Rosji, Putin odpowie "zupełnie nowym rodzajem broni".

- Dlatego oni są jeszcze trochę zaniepokojeni. Ale to nie zależy od nich, wszystko zależy od tego, jak Amerykanie będą ich namawiać do tej wojny - dodał.