Sinéad Howland, radna z Partii Liberalnych Demokratów i autorka przegłosowanego wniosku, argumentowała, że chrześcijańskie modlitwy „mogą nieumyślnie wykluczyć albo wyobcować osoby z różnych wiar albo tych, którzy nie są wyznawcami żadnej religii”. Jej zdaniem modlitwa jest sprzeczna z „równością i inkluzywnością”, a poza tym „zakłóca początek spotkania”.

Można zapytać, czy w związku z tym wykluczeni nie poczują się mieszkańcy St Albans, wśród których chrześcijanie wciąż stanowią największą grupę religijną (47,4 proc.) wbrew trendom we współczesnej Wielkiej Brytanii. Można by też spytać z drugiej strony, czy w imię „inkluzywności” nie należałoby zmienić nazwy miasta, gdyż nosi ją ono na cześć pierwszego angielskiego chrześcijańskiego męczennika – św. Albana z IV wieku.

Z entuzjazmem decyzję rady St Albans przyjęło oczywiście National Secular Society (Narodowe Towarzystwo Świeckie). Megan Manson, szefowa kampanii tej organizacji, stwierdziła, że jest to „wspaniała wiadomość”, gdyż świadczy o uznaniu „znaczenia inkluzywnego i świeckiego podejścia do lokalnego rządu”. Jej zdaniem zakaz modlitwy zagwarantuje, że „nikt z uczestników nie poczuje się wyobcowany lub wykluczony”. Zachęciła też inne rady lokalne, by brały przykład z St Albans.

Jak pisze Kurt Zindulka z portalu „Breitbart”, w Anglii tendencję wzrostową wykazuje ateizm. Według danych z 2022 r. do chrześcijaństwa przyznaje się 46,3 proc. Anglików, gdy dwie dekady wcześniej stanowili oni 71 proc. Oznacza to, że po raz pierwszy od VII wieku większość mieszkańców kraju pozostaje niechrześcijańska. Na fali kultury „woke” wprowadza się też antychrześcijańskie ustawy. Oprócz ateistów lub osób nie wyznających żadnej religii (37 proc.), rośnie liczba wyznawców islamu, którzy obecnie stanowią 6,5 proc. całej populacji.

jjf/breitbart.com; dailymail.co.uk