W Unii Europejskiej trwa forsowany przez Niemcy i Francję proces zmiany traktatów. Poprawki zakładają m.in. likwidację prawa weta w 65 obszarach, w tym polityce zagranicznej, polityce bezpieczeństwa, polityce środowiskowej czy edukacji. Wiele kompetencji ma natomiast przejść z wyłącznych kompetencji państw członkowskich do kompetencji dzielonych. Chodzi m.in. o zdrowie, energetykę oraz politykę społeczną i gospodarczą. W ramach kompetencji dzielonych decyzje podejmuje państwo członkowskie, ale Bruksela ma prawo przejąć inicjatywę, jeśli uzna, że państwo realizuje swoje zadania w danym zakresie nieodpowiednio.

- „Reforma traktatowa Unii oznacza, że władza przeszłyby formalnie na instytucje unijne, a faktycznie na te państwa, które tam sobie najwięcej miejsca wyznaczyły”

- komentował te propozycje w rozmowie z TVP Info prof. Waldemar Gontarski, rektor Europejskiej Wyższej Szkoły Prawa i Administracji w Warszawie.

- „Dzisiejsze państwa członkowskie musiałyby przekazać większość swoich kompetencji na rzecz instytucji brukselskich. I tak naprawdę wówczas nie miałyby już żadnego wpływu na decyzje podejmowane dla całego obszaru europejskiego”

- zauważa z kolei prof. Marcin Szewczak, prawnik i eurpeista z KUL.

Z obaw tych postanowił zadrwić w mediach społecznościowych senator PSL Jan Filip Libicki.

- „Siadłem sobie dzisiaj w barze za kratą. Słuchałem, jak rozmawiali między sobą parlamentarzyści PiS. Oni naprawdę w to wierzą, że teraz będą rozbiory Polski, dyktatura i Finis Poloniae. Zupełnie nie rozumieją, że właśnie ta metoda doprowadziła ich do porażki”

- napisał parlamentarzysta na X.com.