KE przygotowała projekt programu nazwanego REPowerUE, który ma być częścią przyjętych wcześniej i już realizowanych Krajowych Planów Odbudowy (KPO) i w związku z tym wszystkie one będą nowelizowane.

Realizacja REPowerUE z jednej strony ma spowodować odejście krajów UE od zakupów surowców energetycznych w Rosji (ropy naftowej i jej pochodnych, gazu ziemnego i węgla) z drugiej oszczędności energii, a także inwestycje w źródła energii odnawialnej.

Po paromiesięcznych negocjacjach pomiędzy Parlamentem Europejskim i Radą, projekt rozporządzenia w tej sprawie właśnie został poddany debacie w PE, w której w imieniu ECR brałem wczoraj udział.

2. Na początku podkreśliłem, że dopiero agresja Rosji na Ukrainę, pokazała jak szkodliwą politykę uzależniania krajów UE od rosyjskich surowców energetycznych, prowadziły Niemcy, a w konsekwencji także Komisja Europejska.

Dobrze się więc stało, że tuż po rozpoczęciu tej agresji, KE zaproponowała program odejścia od rosyjskich surowców energetycznych, ropy, gazu i węgla czyli REPowerUE w ramach krajowych KPO (Planów Odbudowy i Zwiększania Odporności).

Przypomniałem także, że mój kraj Polska od ponad 10 lat prowadzi konsekwentną politykę odchodzenia od rosyjskich surowców, stąd wybudowanie gazoportu w Świnoujściu, który zapewnia już ponad 1/3 naszego zapotrzebowania na gaz, gazociągu Baltic Pipe, (1/2 polskiego zapotrzebowania na gaz), czy interkonektorów gazowych z Litwą i Słowacją, wszystkie te inwestycje gwarantują Polsce bezpieczeństwo gazowe z innych źródeł niż rosyjskie.

Podobnie jest z ropą naftową od lutego tego roku ponad 90% dostaw ropy naftowej pochodzi już spoza Rosji, 7 lat temu blisko 100% ropy sprowadzanej do Polski, pochodziło z Rosji.

Podkreśliłem, że wszystkie te inwestycje sfinansowaliśmy przede wszystkim z własnych środków przy symbolicznym tylko wsparciu z UE i zwróciłem się do obecnego na sali komisarza Lenarcica, żeby KE wreszcie dostrzegła ten gigantyczny wysiłek finansowy Polski.

3. Zgłosiłem także 2 poważne zastrzeżenia do obecnego kształtu REPowerUE, po pierwsze chodzi o źródła jego finansowania, aż 40% środków ma pochodzić z handlu pozwoleniami na emisję CO2 (ETS), co nadmiernie obciąża biedniejsze kraje członkowskie.

Po drugie zwróciłem uwagę, że brak derogacji od zasady DNSH (nie czyń poważnych szkód), w praktyce wyklucza możliwości finansowania z części grantowej REPowerUE takich przedsięwzięć jak terminale LNG, czy gazociągi i ropociągi.

A przecież tylko takie inwestycje w infrastrukturę techniczną, mogą pozwolić krajom członkowskich uzależnionym do tej pory od rosyjskich surowców, pozwalają na trwałe odejście od korzystania z nich.

4. Jak zwykle przy ogłaszaniu tego rodzaju wielkich unijnych programów, KE ma problemy z pokazaniem źródeł ich finansowania i w tym przypadku środki, które wskazała, to zaledwie około 55 mld euro do roku 2027.

Ok. 20 mld euro ma pochodzić z aukcji pozwoleń na emisję CO2 (tych które KE ma w tzw. rezerwie stabilności rynkowej- MSR) i to w zasadzie jedyne „świeże” środki, pozostałe mają pochodzić z polityki spójności (ok. 27 mld euro) i Wspólnej Polityki Rolnej (ok.7,5 mld euro) ale te środki są już przecież rozdzielone pomiędzy kraje członkowskie i znajdują się w poszczególnych „kopertach” narodowych.

Natomiast sama KE szacuje inwestycje w ramach REPowerUE w całej UE do 2027 roku na przynajmniej 210 mld euro, co oznacza, że tak naprawdę propozycje finansowania tych przedsięwzięć z tzw. „świeżych” środków, sięgają zaledwie 10% wartości przewidywanych inwestycji.