Spłonęło całe centrum handlowe, w którym znajdowało się ponad 1400 lokali usługowych, sklepów i restauracji. Dla wielu przedsiębiorców był to ich główny lub jedyny środek utrzymania. Teraz stoją przed ruinami swojej ciężkiej pracy.

Kupcy skarżą się, że niektórzy zostawili w kasach nawet utargi, a jedyne, co im zostało, to stosy nieopłaconych faktur. Pytają: "Jak mamy płacić i z czego? Nie wiemy, jak przeżyć następny dzień".

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski przyznał, że miasto ma "ograniczone możliwości" wsparcia. Zaoferował jedynie punkt informacyjny na Marszałkowskiej i pomoc w poszukiwaniu nowej pracy. Wojewoda mazowiecki wspomniał o możliwości "ewentualnego wsparcia środkami specjalnymi", ale brak jest konkretów.

Handlowcy nie kryją rozczarowania. Mówią, że zostali "sami z problemem" i obawiają się, że sprawa szybko ucichnie, a nikt już o nich nie będzie pamiętał. Wielu liczy na zapomogi, które pozwoliłyby zaspokoić podstawowe potrzeby.

Ta tragiczna sytuacja jest kolejnym dramatem, jaki dotknął polskich przedsiębiorców w ostatnich dniach. Władzom zarzuca się całkowicie znikomą pomoc oraz brak realnego wsparcia dla poszkodowanych przedsiębiorców.