Rzeź wołyńska to krwawiąca rana na stosunkach polsko-ukraińskich. Do 1945 r., w trakcie mającej charakter ludobójstwa i czystki etnicznej rzezi wielu Polaków zostało bestialsko zamordowanych przez ludność ukraińską, inspirowaną przez tamtejszych nacjonalistów.

Obydwie strony różnią się także w ocenie tych wydarzeń. Dla Polski będące siłą napędową rzezi wołyńskiej UPA to organizacja zbrodnicza, podobnie jak za zbrodniarza uważany jest jej przywódca i ideolog Stepan Bandera. Dla Ukraińców z kolei Bandera to w dużej mierze człowiek walczący z niemieckim okupantem, które idee mają istotne znacznie w procesie budowania tamtejszej tożsamości narodowej.

- Historia należy do historyków, a nie do nas, ale prawda jest kluczowa dla wszelkich relacji między narodami. Rozmawiamy również o Wołyniu. Bez fleszy i bez kamer. Chcemy iść w tej sprawie do przodu - powiedział Kumoch w rozmowie z polskatimes.pl.

Kumoch zapewnił także, że obydwie strony wykazują wolę, aby "pójść do przodu" w tej kwestii.

- Tylko, że to bardziej złożona sprawa niż lwy (odsłonięcie pomnika lwów na Cmentarzu Orląt we Lwowie - red.). Budujące, że nasi partnerzy wywiązali się ze swoich obietnic złożonych również wobec mnie. I to wywiązali się z nawiązką, zrobili więcej niż prosiliśmy - mówił Kumoch.

- Lwy odsłonili z pełną pompą, mówiąc o naszym braterstwie. I dobrze, bo mówimy o 1918 roku, o wojnie, która miała miejsce między nami ponad sto lat temu. W tym czasie zmienił się świat. Dziś lwy Ukrainie nie szkodzą. Szkodzą jej rosyjskie rakiety - ocenił prezydencki minister.