O swoim nastroju po wczorajszych wyborach Robert Biedroń opowiedział w programie „Graffiti” na antenie Polsat News.
- „Noc nie najlepsza. Liczyliśmy, że ten wynik będzie lepszy, ale ten wynik do sejmików był dla nas przewidywalny”
- przyznał europoseł.
Polityk ubolewał nad słabą frekwencją wśród najmłodszych wyborców. Jego zdaniem odpowiedzialni są za to politycy koalicji rządzącej, którzy nie chcą realizować postulatów Lewicy.
- „Rozczarowanie kobiet także to pokazuje, że pewne rzeczy powinny być załatwiane w koalicji rządzącej. To o co walczymy i to, co obiecywaliśmy, czyli np. kwestie związane z równością kobiet i mężczyzn, mieszkania, dobra szkoła, świeckie państwo, to musi być wszystko realizowane”
- przekonywał.
Polityk był pytany o zarzuty ze strony lidera PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza, który wskazywał na atakowanie Trzeciej Drogi przez polityków Nowej Lewicy.
- „Myślę, że tej sytuacji by nie było, gdyby Trzecia Droga podjęła słuszną decyzję co do ważnych projektów m.in. tego dotyczącego przerywania ciąży. Słaba frekwencja wynikała z tego, że młodzi ludzie i kobiety nie głosowały. Myślę, że niepotrzebnie pewne projekty są odwlekane. Ludzie nie widzą sprawczości. Trzeba rzeczy załatwiać, ludzie muszą widzieć, że ta koalicja dowozi”
- stwierdził, odnosząc się do przesunięcia prac nad projektami liberalizującymi prawo aborcyjne na czas po wyborach.
Biedroń zapewniał, że dla jego ugrupowania ważne są kwestie dot. mieszkań, równości między kobietami a mężczyznami, klimatu, transportu publicznego, edukacji czy opieki zdrowotnej.
- „Kto do cholery jasnej będzie o to walczył, jeśli nie Lewica?”
- pytał.
