W czasie niedawnego spotkania kościelno-rządowej komisji ds. religii w szkole strona kościelna zaproponowała, by uczeń miał obowiązek uczęszczać na lekcje religii lub etyki. Propozycja ta została jednak odrzucona przez rządzących. Do sprawy w wywiadzie dla Katolickiej Agencji Informacyjnej odniósł się konsultor Komisji Wychowania Katolickiego KEP ks. prof. Piotr Tomasik, który wyjaśnił, że „chodzi po prostu o to, żeby uczeń miał obowiązek uczestniczenia w którymś z przedmiotów kształtujących postawy etyczne”.
- „Wiadomo, że taka tematyka – choć nie tylko ona – podejmowana jest na lekcjach religii. W wymiarze religijnym etyka jest bardzo mocno osadzona na fundamencie wiary, w związku z tym szczególnie silnie motywowana. Natomiast uczniowie, którzy nie należą do wspólnot wyznaniowych, mieliby lekcje etyki”
- powiedział.
Teolog przyznał, że „brak zrozumienia ze strony ministerstwa dla tej propozycji, nawet jeśli motywowany jest względami finansowymi, musi zastanawiać”.
- „Jeżeli bowiem szkoła ma nie tylko nauczać, ale również podejmować funkcję wychowawczą, to istnienie etyki dla uczniów, którzy nie chodzą na religię, jest czymś z całą pewnością pożądanym”
- ocenił.
Kierowany przez Barbarę Nowacką resort edukacji narodowej chce za to wprowadzić jako przedmiot obowiązkowy „edukację seksualną”, w ramach której polscy uczniowie zapoznają się z założeniami edukacji seksualnej zgodnej z wytycznymi WHO.
- „Część treści dotyczących wychowania seksualnego ma charakter bardzo ideologizujący, choć w odniesieniu do innych kwestii zdrowotnych można tam znaleźć także bardzo wiele treści pozytywnych”
- ocenił ks. prof. Tomasik.
- „Problem nie tkwi w tym, że zaproponowano przedmiot edukacja zdrowotna, tylko w tym, że ta obowiązkowa edukacja ma zastąpić wychowanie do życia w rodzinie, które było nieobowiązkowe i którego program zależał od samych rodziców. Wychowanie do życia w rodzinie zostało po prostu wykreślone ze wszystkich podstaw programowych. Tego przedmiotu nie będzie. A zamiast tego duża dawka obowiązkowej ideologii”
- dodał.
Narrację zwolenników nowego przedmiotu, którzy zarzucają jego przeciwnikom zaściankowość i ignorancję nauki, rozmówca KAI porównał do obowiązującego w komunizmie „światopoglądu naukowego”, w ramach którego krzewiono „rozmaite, ideologicznie motywowane fantazje”. Duchowny wskazał na „przejście od rewolucji marksistowskiej do rewolucji seksualnej, co zaowocowało m.in. ideologią zwaną gender”.
Ks. prof. Tomasik przypomniał, że „żyjemy w państwie formalnie demokratycznym i mamy wszelkie możliwości sprzeciwu wobec tego, co uznajemy za złe czy niesłuszne”.
- „Jestem także pewien, że edukacja seksualna w proponowanym kształcie budzi opór nie tylko katolików, ale wielu ludzi, także niewierzących. Im także z pewnością zależy na tym, żeby ich dzieci nie tworzyły jakichś dziwnych konfiguracji partnerskich, żeby nie zakłamywały swojego życia i go nie zmarnowały”
- zauważył.
Podkreślił, że jeżeli tego sprzeciwu zabraknie, to „ideologiczne otumanienie” może doprowadzić do „strasznych spustoszeń”.
- „Może doprowadzić, na przykład, do tego, że dziecko zmienia płeć, nie zdając sobie sprawy, że może to być nieodwracalne, potem wpada w rozpacz, marnuje życie na zawsze. Nie można pozwolić na to, żeby jakieś ideologiczne szaleństwo zawładnęło polską szkołą i naszym życiem”
- powiedział.
