W rozmowie z Interią ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski podkreślił, że trwające we wsi Puźniki ekshumacje ofiar ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na Polakach „w żadnej mierze nie wyczerpują tematu”.
- „Tylko 10 - 15 proc. ofiar zostało ekshumowanych i pochowanych. Tysiące ciał naszych rodaków leżą w dołach śmierci. Bez krzyża, nazwiska i prawa do godnego pochówku”
- przypomniał duchowny.
Ocenił, że „strach przed odkryciem skali tej zbrodni wciąż jest hamulcem”.
Duszpasterz rodzin kresowych odniósł się również do głosów, wedle których podnoszenie tematu Wołynia w obecnym czasie może zostać wykorzystane przez Rosję do szerzenia podziałów pomiędzy Polakami a Ukraińcami.
- „Jest wręcz przeciwnie. Rosja będzie wykorzystywać ten argument do czasu, kiedy sprawa nie zostanie w pełni wyjaśniona. Gdyby Wołodymyr Zełenski cofnął zakaz pochówków, zabrałby Putinowi wszystkie argumenty. Mało tego, brak reakcji Polaków w tej sprawie wykorzystywany jest też przez inne kraje. Niemcy również nie mogą zrozumieć, dlaczego wobec nich ubiegamy się o reparacje, a wobec Ukrainy godzimy się na wszystko”
- podkreślił.
Odpowiedział też tym, którzy to mu zarzucają nastawianie Polaków przeciwko Ukraińcom.
- „Prowadzę Fundację im. Brata Alberta, która od 28 lat wspiera niewidome dzieci na Ukrainie. Przyjęliśmy całą rzeszę uchodźców. Nasze drzwi są zawsze otwarte. Wspieramy małżeństwo, które w Chrzanowie przyjęło ponad 100 uchodźców. Dopiero co nocowałem u rodziny Kresowian, która przyjęła rodzinę z Charkowa. To o jakim skłóceniu można mówić? Walka o pochówek ofiar nie ma nic wspólnego z niechęcią wobec Ukraińców. To jakaś aberracja umysłowa”
- powiedział.
