Na łamach Wirtualnej Polski pojawił się wczoraj artykuł, w którym opisano piekło, jakie podopiecznym DPS-u w Jordanowie miały urządzić prowadzące placówkę zakonnice prezentki. Wedle relacji dziennikarzy, przez lata osoby z niepełnosprawnościami miały w tym miejscu być bite przez zakonnice i świeckich pracowników. Dzieci miały być też zamykane w klatce, przywiązywane do łóżek. O sprawie Wirtualnej Polsce opowiedziały byłe pracownice placówki i rodzice podopiecznych.

O doniesieniach na ten temat Patryk Michalski z Wirtualnej Polski rozmawiał z ks. Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim, prezesem Fundacji im. Brata Alberta. Duchowny podkreślił, że ideałem byłoby zlikwidowanie DPS-ów dla dzieci z niepełnosprawnościami.

- „Do czasu dorosłości takie dziecko nie powinno przebywać w żadnym ośrodku zamkniętym niezależnie od tego, kto prowadzi te domy. Sam model takiego DPS-u, który ma charakter koszarowy, to na pewno nie jest miejsce, w którym dziecko powinno się znaleźć”

- podkreślił.

- „Trzeba dążyć do tego, żeby takie ośrodki dla dzieci w ogóle nie istniały. Takimi osobami trzeba się opiekować w rodzinach zastępczych, a nie w ośrodkach zamkniętych. To jest kluczowy problem”

- dodał.

Wyraził też przekonanie, że siostry zakonne niekoniecznie są najwłaściwszymi osobami do prowadzenia tego typu ośrodków.

- „Szanując różne ośrodki prowadzone przez siostry zakonne uważam, że jednak byłoby lepiej, żeby tego typu placówki dla dzieci prowadziły osoby, które same mają rodziny, własne dzieci i doświadczenia w tej sprawie”

- ocenił.

Zaznaczył, że potrzebujemy mądrej, ogólnopolskiej dyskusji na temat prowadzenia Domów Pomocy Społecznej dla osób dorosłych i planów dot. doprowadzenia do sytuacji, w której nie będzie konieczności prowadzenia takich ośrodków dla dzieci. Wskazał, że taką dyskusję powinny rozpocząć Rzecznik Praw Obywatelskich i Rzecznik Praw Dziecka.

Mówiąc o reakcji władz kościelnych na doniesienia dot. DPS-u w Jordanowie ks. Isakowicz-Zaleski zwrócił uwagę na fakt, że siostry prezentki nie podlegają władzy arcybiskupa krakowskiego, ponieważ zakon działa na prawie papieskim.

- „Niemniej uważam, że ksiądz biskup sam powinien chcieć się włączyć do działań kontrolnych. Nie chodzi o stronę prawną, ale duchową”

- podkreślił.