Majka Jeżowska była jednym z gości organizowanego przez Rafała Trzaskowskiego Campusu Polska Przeszłości, w czasie którego mówiła m.in. o swojej rodzinnej miejscowości. Piosenkarka stwierdziła, że uciekła z Nowego Sącza do Warszawy, ponieważ miasto to jest „zagłębiem kościelno-zaściankowym”. Przekonywała, że w Nowym Sączu „wygaduje się rzeczy niegodne człowieka”.

- „Tak naprawdę to powinniśmy jeździć po przedszkolach i żłobkach i wtłaczać tym dzieciakom takie pozytywne myślenie i postrzeganie świata przez pryzmat tej inności, którą reprezentujemy”

- stwierdziła.

Teraz artystka udzieliła wywiadu „Gazecie Wyborczej”, w którym żali się na hejt.

- „Kocham swoje rodzinne miasto, zawsze z przyjemnością je odwiedzam. A teraz niektórzy fanatyczni obrońcy wizerunku miasta grożą mi, że kiedy tylko się tam pojawię, spotka mnie krzywda”

- powiedziała.

Dziennikarz „Do Rzeczy” Piotr Semka zwraca uwagę, że to znany schemat, w którym „skandalista lub skandalistka obraża kogoś”.

- „Gdy wybucha oburzenie - bohaterka skandalu wynajduje z sieci parę pogróżek - i hop, sytuuje się w roli ofiary mającej budzić sympatię. Tak działał Palikot i tak zagrała Pani Kurdej-Szatan”

- napisał publicysta.