Akcje reanimacyjne były wykonywane na ulicy. Według południowokoreańskiej agencji Yonha, śmierć poniosło tam 59 osób, a ponad 150 jest rannych.

- Informacja o liczbie rannych i ofiar śmiertelnych została potwierdzona przez lokalne władze. Choi Seong-beom ze straży pożarnej w Seulu zastrzegł, że bilans zmarłych może wzrosnąć. Karetki wciąż przewożą poszkodowanych do szpitali – czytamy na portalu polsatnews.pl.

Do wybuchu paniki doszło w tłumie, który znajdował się w wąskiej uliczce w okolicach Hotelu Hamilton znajdującego się położonego w rozrywkowej dzielnicy Seulu, Itaewon.

Do pomocy poszkodowanym wysłano ponad 140 pojazdów straży pożarnej oraz kilkuset ratowników medycznych.

Jak podała agencja AP, która przytacza doniesienia lokalnych mediów, tłum ludzi zgromadził się w jednym miejscu po rozejściu się plotka, „że znany celebryta pojawił się w jednym z pobliskich barów” - czytamy. Wtedy właśnie tłum miał ruszyć z imprezy w kierunku tego baru.

Oświadczenie w tej sprawie wydał już prezydent Korei Południowej. Wezwał on służby do jak najszybszego działania. Zapowiedział także dokładne zbadanie okoliczności tragedii.