Dziennikarz zwraca w swoim tekście uwagę na fakt, że w Polsce nagle zniknął koronawirus, a wróciła „poczciwa grypa”.

- „Widać, że spadająca liczba zakażeń koronawirusem jest wypełniana grypą. Skąd to się bierze? Po pierwsze – grypę do tej pory diagnozowało się u lekarza na podstawie objawów, nikt nikomu niczego do nosa nie pchał, nie izolował rodzin i nie posyłał na obowiązkową kwarantannę, nie zamykał zakładów pracy. Cały cyrk zaczął się od tego, że zaczęliśmy się – na koronę – testować. I widać już, że te testy – nie ma innego wytłumaczenia dla wyparcia jednej choroby przez drugą – po prostu mieszały je obie”

- przekonuje autor.

Jego zdaniem robione na masową skalę testy na obecność SARS-CoV-2 często nie rozróżniały grypy od koronawirusa, a nawet „dawały w ponad połowie przypadków fałszywie pozytywne rezultaty”.