- „Jesteśmy tutaj dziś wszyscy razem, ponieważ głęboko wierzymy, że przyszłość Warszawy będzie pod znakiem sukcesu i nadziei. Jesteśmy tutaj dziś wszyscy, ponieważ chcemy jej rozwoju. Jesteśmy tutaj dziś wszyscy dlatego, że pragniemy, by z każdym rokiem stawała się miejscem lepszym, bardziej komfortowym, nowoczesnym”

- mówił Bocheński.

Podkreślił, że celem Prawa i Sprawiedliwości jest „wyzwolenie potencjału i kreatywności tej wspaniałej aglomeracji”.

- „Warszawa naszych marzeń i naszej wizji, to miasto wolności, to miasto przyciągające wielkie indywidualności. Tych przedsiębiorczych i odważnych Polaków, którzy potrafią budować wielkie polskie firmy i rewelacyjne startupy, które swoim dynamizmem i działalnością odświeżają przestrzeń. Miasto Warszawa musi znajdować się na kursie rozwoju i prosperity, to nasze wielkie wyzwanie na przyszłość, a przyszło nam żyć w czasach trudnych i pełnych niebezpieczeństw”

- powiedział.

Zwrócił uwagę, że wielu mieszkańców Warszawy jest zawiedzionych i rozczarowanych prezydenturą Rafała Trzaskowskiego. Ocenił, że pod rządami wiceszefa Platformy Obywatelskiej stolica stała się miastem „rozwijającym się poniżej własnych możliwości” oraz „głuchym na głos mieszkańców”. Mówił o licznych problemach, nad którymi nie pochyla się obecny włodarz.

- „Wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę, że Rafał Trzaskowski doskonale czuje się w ogólnopolskich kłótniach politycznych, a gorzej na spotkaniach z mieszkańcami warszawskich dzielnic”

- zauważył.

Zapowiadając spotkanie z mieszkańcami przekazał, że w najbliższym czasie zaprezentuje dokładny plan na rozwój miasta stołecznego.

- „Chcemy przyjaznego, nowoczesnego, ekologicznego transportu zbiorowego, chcemy kolei, chcemy metra, chcemy tramwajów, chcemy elektrycznych autobusów, ale bez wojny z kierowcami samochodów”

- wymieniał.

Kandydat złożył przy tym swoją pierwszą obietnicę.

- „W pierwszym roku rządzenia stworzymy aplikację na smartfon i tablet, w którym każdy mieszkaniec Warszawy będzie mógł głosować, przesyłać swoje uwagi, zabierać głos i współkreować swoje miasto”

- powiedział wskazując, że w ten sposób skończy się podejmowanie decyzji „za plecami mieszkańców”.